#Rozwojowy 006 – Czym jest mindfulness? – Aneta i Monika

To jest podcast hasz rozwojowy. Spotykamy się tu na ścieżce rozwoju osobistego w drodze do życia w pełni. Jeśli szukasz inspiracji do lepszego życia i prawdziwych historii ludzi, którzy znaleźli swoją ścieżkę w życiu, to jest podcast dla ciebie. Podzielimy się z wami naszymi doświadczeniami związanymi z tematem midfulnessu.

Czego dowiesz się z tego odcinka?

  • Czym naprawdę jest mindfulness?
  • Jak i czy w ogóle może wpłynąć na twoje życie?
  • Czym jest uważność?

Posłuchaj szóstego odcinka tutaj:


Monika: Cześć witajcie

Aneta: Cześć, z tej strony Aneta i Monika.  Tym razem, zgodnie z obietnicą będziemy rozmawiać o mindfulness. Powiedz, Monika, co to jest mindfulness

Monika: Mindfulness jest tłumaczone jako „uważność” od angielskiego mindful, czyli uważający. Można je przetłumaczyć jako uważna obecność i oczywiście wg najbardziej znanej definicji, którą stworzył Jon Kabat-Zinn, jest to założyciel ośrodka uważności w medycynie, opiece zdrowotnej i społeczeństwie wydziału medycznego na uniwersytecie w Massachusetts. I on opisuje, że mindfulness to stan świadomości będący wynikiem intencjonalnego i nieoceniającego kierowania uwagi na to, czego doświadczamy w chwili obecnej. To już tak super definitywnie opowiadamy. Natomiast można powiedzieć, że mindfulness jest byciem w obecności tu i teraz i skupieniu się na tym, co w danej chwili widzimy, czujemy, odczuwamy, rozumiemy, lub zatrzymaniu się na jakiejś rzeczy, na jakimś obiekcie, lub też na obserwacji własnych myśli. 

Aneta: No właśnie. Ja myślę, że tutaj, mindfulness, to co przytoczyłaś, tego twórcę ruchu, jest to taki najnowszy trend, o którym sporo się mówi. Wykorzystuje się go w treningach personalnych, biznesie, rozwoju osobistym, natomiast sam proces takiej uważności jest bardzo głęboko powiązany z medytacją i to już było stosowane tak naprawdę. 

Monika: Oczywiście.

Aneta: Nie trzeba było tego nazywać mindfulnessem, żeby można było wejść w ten stan. 

Monika: Wydaje mi się w ogóle, że teraz mamy taki trend to nazywania różnych rzeczy. Albo wyciągania z większych filozofii, z większego worka małych elementów i robienia z nich filozofii albo po prostu nazywania ich swoim hasłem, które będzie łatwiej zapamiętywane. Może, znaczy dla mnie to dobry trend, ponieważ te filozofie wschodu czy nawet zachodu, one były budowane na zasadzie wielkich założeń, wielkich teorii i żeby je poznać trzeba było je poznać. Trzeba było iść na przykład na studia indianistyki, hinduizmu czy tam religii wschodu i tak dalej, żeby poznać co tak naprawdę nas interesuje. A teraz właśnie wyciąganie tych elementów z tych wielkich filozofii jest fajne w moim odczuciu, bo każdy może je zobaczyć, każdy może ich dotknąć, może je poznać bez tego uczenia się od podszewki czym jest naprawdę medytacja, czy jakiś tam system filozoficzno-religijny. I może skorzystać właśnie z tych małych rzeczy, które jak wiemy obydwie i nie tylko pewnie my, ale i pewnie wy słuchający nas, są bardzo korzystne nawet w maleńkich dawkach bo jakby do tego zostały stworzone. To też jest to bliskie takiemu nowemu systemowi kaizen, krótkie małe, rzeczy, które wprowadzamy do swojego funkcjonowania, które trochę oszukują nasz umysł, który z założenia i z natury jest buntowniczy. I jeśli chcemy przejść na bardzo drastyczną dietę czy zmienić w swoim życiu coś dużego, to nam się to najczęściej nie udaje, dlatego, że umysł się buntuje. On się boi, nagle się wystrasza, że tutaj mu zmieniamy całą jego rzeczywistość i on prowadzi nas na manowce „a zjedz sobie tą czekoladkę, wcale ci nie zaszkodzi” i cała wielka dietę szlag trafił. Natomiast kaizen polega na tym, aby wprowadzać malutkie rzeczy powolutku i umysł się nie zorientuje, że myśmy mu to zrobili i wtedy tymi małymi kroczkami możemy go przeprowadzić przez dużą zmianę.

Aneta: O to od razu mi nasunęłaś pomysł na kolejną rozmowę, bo już mam przykłady z własnego życia. No okej. Ale jakie to ma przełożenie na mindfulness?

Monika: Że mindfulness jest moim zdaniem taką właśnie małą cząsteczką większych rzeczy jak medytacja, jak nie wiem, joga, którą można sobie zastosować sobie w każdym momencie. To jak nasza świadomość się zachowuje w ciągu dnia jest świetnym materiałem do tego by trenować mindfulness. Czyli będziemy stosować techniki o których opowiemy wam troszkę później.

Aneta: Okej, no to powiedz w takim razie, technicznie jak to wygląda. Tak właśnie w tych małych kawałkach na co dzień.

Monika: Chodzi o to, by skupić umysł i nasze myśli na czymś bardzo konkretnym. Jest na przykład takie ćwiczenie, które polega na tym, aby pamiętać o tym, że w momentach kiedy nic nie robisz i jesteś zmuszona do tego aby nic nie robić, nie możesz wziąć telefonu do ręki i zająć mózgu i umysłu, i nie możesz nie wiem z kim rozmawiać i tak dalej. To wtedy, żeby znaleźć sobie jakąś małą rzecz w twojej przestrzeni, i jeśli to jest niemożliwe to nawet popatrzeć na własną dłoń i kontemplować przez moment cechy tego przedmiotu, tej płaszczyzny, nie wiem mi kojarzy się to z windą, bo najczęściej robię to w windzie i kontempluję guziki albo lustro. Nie jest zalecane jest patrzenie na siebie, bo wtedy uruchamiają się emocje, jakieś wspomnienia i tak dalej i już wtedy nie mamy mindfulness tylko bardziej terapię, autoterapię. Natomiast to jest jedna z wielu, wielu technik mindfulnessowych. Możemy też, kiedy jesteśmy w takim momencie w którym możemy sobie pozwolić na to by być samemu aby właśnie sobie coś zobaczyć, zaobserwować w sobie. Zatrzymać się na moment, w myślach i poobserwować same myśli. I znowu bez oceniania nazwać to, co się dzieje w mojej głowie na ten moment. Teraz myślę o tym, że siedzę na krześle zastanawiam się jak brzmi mój głos, zastanawiam się co mam dalej powiedzieć. Moje myśli też wbiegają po tej przestrzeni, w której właśnie jestem. Widzę dwie mapy na ścianie, zastanawiam się, która będzie bardziej pasowała u mnie w domu, bo mi się podoba. I nagle z tego robi się tysiąc rzeczy, które w tej jednej malej głowie się mieszczą. I w momencie w którym zauważymy te wszystkie myśli, możemy zrobić taki długą pauzę, wziąć głębszy oddech i powiedzieć sobie: STOP. I teraz mogę zamknąć oczy i przestać bombardować się tym wszystkim co jest wokoło i skupić się na własnym oddechu i wtedy właśnie wychodzę z tego, nad czym się właśnie zastanawiam i z moich myśli i zostaję ze sobą, ze swoim umysłem, ze swoim ciałem.

Aneta: To co powiedziałaś to jest dokładnie też jakby ten początkowy etap właśnie medytacji. Kiedy obserwujemy te myśli, zauważamy je. Natomiast dla mnie też ten mindfulness jest takim zatrzymaniem się nagle orientuję się ze jestem w danej przestrzeni. Nagle orientuje się, schodzę do tego tu i teraz. Nawet dzisiaj miałam taki moment przełączenia, bo dużo w biegu szybko, masa rzeczy do zrobienia i nagle właśnie przypomniałam sobie, że dzisiaj będziemy o mindfulnessie rozmawiać. I nagle poczułam właśnie tą wiosnę, ten moment, kiedy jestem po prostu. Że naprawdę nie trzeba cały czas myśleć o tej przeszłości, przyszłości, tego co jest do zrobienia, bo tak naprawdę nie będzie tego życia, ono będzie cały czas, nie? I w momencie, kiedy schodzę do tej uważności, to ta jakość życia wraca. W sensie, nagle ten spokój i nawet mi się przypomniała, byłam w okolicach tam ogrodu botanicznego, że przez bardzo wiele lat dla mnie treningiem uważności była fotografia. Chodziłam sobie z aparatem, robiłam fotografie makro i byłam totalnie w tu i teraz, nie? To było niesamowite, pewnie dla wielu ludzi praktyką uważności też są różnego rodzaju formy właśnie czy kreacji, czy sportu, tak. Czy nawet sam spacer, tak, kiedy jesteśmy uważni na to co się dzieje, nie wchodzimy w ten potok myśli i skojarzeń, i emocji, nie?

Monika: Tak, dokładnie, to co mówisz jest absolutnie prawda. Jak skupimy się na tym, co robimy a nie myślimy to nas sprowadza do tu i teraz. I życie staje się jak najbardziej bogate, bo uzmysławiamy sobie to o czym cały czas marzymy – żeby się czuć dobrze, żeby odpoczywać, żeby się relaksować, a to właśnie możemy robić w każdej chwili – będąc po prostu skupionym, na tym co jest tu i teraz.

Aneta: Monika, to może powiedz ty o swoim doświadczeniu, jak u ciebie ten mindfulness, uważność i skupienie na teraźniejszości działa?

Monika: Wiesz co, to jest tak, że dla mnie mindfulness jest lekarstwem albo techniką, którą wykorzystuje, jak mi potrzeba czegoś. Może nie do końca powinien być wykorzystywany, bo jeśli ćwiczymy mindfulness, obecność i stan bycia w tu i teraz często, to to wpływa na naszą psychikę, na ogół naszego psychofizycznego zdrowia i na pewno nas ubogaca powoduje, że stajemy się bardziej świadomi, bardziej dorośli, że jesteśmy spokojniejsi, co za tym idzie jesteśmy bardziej lubiani, jeśli komuś na tym zależy oczywiście, ale i komunikatywnejsi. Radzimy sobie z kontaktem z ludźmi, z kontaktem ze sobą, potrafimy wybierać dla siebie to, co dobre, bo mindfulness też sprowadzając nas do ciała i naszej intuicji powoduje, że na przykład wybieramy dla siebie rzeczy, które są zdrowe czy to do jedzenia czy wyjazdy, czy kontakty z nawet innymi, uruchamia się intuicja, to co każdy ma, ale nie każdy umie używać, tak. Ponoć tak jest z mózgiem. Tak samo. Więc jakby oczywiście te wszystkie rzeczy są konsekwencją używania obecności skupiania się na tu i teraz. Często. Jeśli robimy to często. Natomiast ja opowiem ci historię, która moim zdaniem jest w ogóle NIESAMOWITYM, i byłam pod tak wielkim wrażeniem, jak to u mnie zadziałało. I zdaję sobie sprawę, że mogło to się po prostu wydarzyć i wielu ludziom się wydarzają takie rzeczy bez mindfulness natomiast u mnie się to połączyło i to było czymś czego mogłabym nie zauważyć, jeśli świadomie nie podeszłabym do tej sytuacji. Opowiem, jak to wyglądało. Miałam bardzo ciężki okres rok temu, bardzo dużo rzeczy nałożyło mi się na siebie łącznie z odejściem z pracy, która dawała mi podstawy bytowania, była okej. Poszłam do innej pracy, z którą wiązałam bardzo duże nadzieje, że będzie super, okazała się totalną porażką. I mimo że cała intuicja podpowiadała mi od samego początku żeby tam nie iść, ja jej nie posłuchałam co się na mnie zemściło, chociaż może nie używać słowa zemsta, to nie chodzi o zemstę, ale to po prostu pokazało mi że nie warto iść.. 

Aneta: Wybrałaś inaczej.

Monika: No i właśnie będąc w tym miejscu, w którym nie powinnam być, tak się wszystko ułożyło, że byłam w takiej bardzo trudnej sytuacji, która normalnie kilka lat temu spowodowałaby ogromny stres, nie wiem, strach, złość, pewnie jakieś szukanie natychmiast wyjścia, nie wiem proszenia o pomoc, albo nie wiem ucieczki, jakieś takie rzeczy ucieczkowe by mi się włączyły. Natomiast teraz przez to, że żyję o wiele bardziej świadomie, dzięki różnym technikom, które wykorzystuję świadomie, bo tego nie da się zrobić inaczej, to był taki moment, w którym obudziłam się rano i pomyślałam: jestem w czarnej dziurze, w takim dole i no i nie wiem, co dalej, wiem czego nie chcę, ale nie wiem, czego chcę. i w tym momencie odezwał się we mnie taki stary nawyk słyszenia głosów które mówią „o boże, no ale żeś sobie dorobiła, wybrałaś, sama, no to masz, no to co teraz zrobisz, nie masz pieniędzy, nie masz pracy, zostałaś bez wsparcia, tutaj w domu dzieją się też nie do końca fajne rzeczy których nie chcesz, ze zdrowiem nie do końca, jakby wszystko się posypało”, i te myśli zaczęły mnie zalewać. I ja byłam na tyle nieświadoma na ten moment, że nie zdawałam sobie sprawy, co robię. Zaczęłam zalewać się tymi myślami, zaczęłam czuć, że czuję się coraz gorzej, że chce mi się płakać, że wpadam w jakąś depresję. To oczywiście trwało kilka minut, ale stan w jakim się znalazłam przez to, że pozwoliłam na potok tych myśli był ciężki, okropny po prostu. I w tym momencie moje ciało było na tyle świadome, że wyszłam na balkon, wzięłam głęboki wdech i zaczęłam uświadamiać sobie, że myślę źle, ale nie mogłam tego zatrzymać nadal. I dalej te myśli się pojawiały. Co to będzie dalej. Zaczął robić mi się czarny scenariusz, bo te myśli powodowały budowanie przyszłości z tych ciemnych myśli. I że znowu będę się musiała zarejestrować na bezrobociu, co obiecałam sobie, że nigdy tego nie zrobię, że będę na utrzymaniu męża albo nie daj boże nie daj gorzej, i zaczęło to znowu mi płynąć. I w tym momencie zerknęłam w dół z mojego balkonu, mam taki ładny widok na zaplecze pralni, i tam pojawiły się takie czarne kruki. One dosyć często tam u mnie siedzą. Uwielbiam te ptaki zresztą. Natomiast skupiłam się na tym jednym ptaku, który chodził i krążył w kółko, ten czarny kruk krążył i krążył. I wtedy sobie pomyślałam, boże te kruki są jak te moje czarne myśli. I co tu zrobić z nimi. I zaczęłam obserwować, ich było kilkanaście tych kruków, zaczęłam je obserwować i skupiać się tylko na nich. I stała się rzecz absolutnie genialna i pasuje do jakiejś sceny z filmu. W tym momencie nadleciały białe ptaki. I to nie były białe gołębie, tylko takie białe kruki. Kawki, kiedyś zrobiłam zdjęcie takiemu ptakowi, ktoś mi napisał, że to nie jest kruk, tylko kawka. One są takie białe, trochę czarne, natomiast są białe. Nadleciała ich cała chmara, to było tak niewiarygodne, że otworzyłam usta ze zdziwienia i stałam taka wryta totalnie i one przegoniły te czarne kruki. Trwało to może dwie, trzy minuty? Ja nie mogłam się ruszyć. I jak już zaczęłam je obserwować, jak do mnie dotarło, co się dzieje, to zwołałam moją rodzinę, Klarę, mojego męża, chodźcie zobaczyć to jakie dziwne ptaki, w ogóle nigdy ich tu nie było. I oni wyszli na szczęście na ten balkon, mam świadków, też widzieli te ptaki. I też powiedzieli, skąd one się tu wzięły, same białe. No tak, przed chwilą też były tu czarne. I jak oni wyszli, jak zobaczyliśmy ptaki, to one nagle odfrunęły wszystkie. Ja zostałam w osłupieniu do tego doświadczenia. W osłupieniu. Totalnie zapomniałam, o czym myślałam, nie potrafiłam nawet powtórzyć tych ciemnych moich scenariuszy. Wyszłam z tak totalnie podniesioną energią, z takim poczuciem, że wszystko będzie dobrze. Ale to było takie poczucie, które daje ci pewność, takie mówienie sobie „aaa dobra wszystko będzie okej”, tylko poczucie, że teraz to naprawdę będzie się działo dobrze, bo ja potrafiłam zatrzymać to i jeszcze mam wsparcie z zewnątrz, które mi tak ewidentnie obrazowo pokazało, że mam to wsparcie od wszechświata. I co się stało, stało się tak, że chyba nie wiem, w tym samym dniu, czy na drugi dzień dostałam telefon, że ktoś mnie gdzieś potrzebuje i dostałam najlepszą pracę, odkąd pracuję, najlepszą pracę na świecie, która mam. Oczywiście z tych takich prac dochodowych, które mnie utrzymują. Mam świetny zespół, fajnych ludzi, świetne relacje, pracy niedużo, dobrze mi w niej idzie, ja się w niej dobrze czuje i dzięki temu mogę robić to co robimy wspólnie, realizować moje terapeutyczne rzeczy. Takie mam doświadczenie z mindfulness i może nie sama to wywołałam, ale jestem przekonana, że jak się zatrzymujemy i zaczynamy się skupiać na tym że wszechświat to cud, i to co się dzieje wokół nas jest cudem, to te cuda nam się coraz bardziej pokazują w rzeczywistości, one będą się nam pokazywać, nie tylko podskórnie, będziemy je widzieć. 

Aneta: No. Bardzo się wciągnęłam w tą twoją historie. Zobaczyłam te kruki i kawki i rzeczywiście nasunęło mi się tak: przede wszystkim to, że po pierwsze, kiedy jest taki moment trudny, też sama też obserwowałaś jak to u mnie wygląda, ale właśnie to jest moment taki, gdzie się nakręcamy jedną i drugą myślą i zazwyczaj lądujemy gdzieś na cmentarzu finalnie *śmiech* albo w straszliwych scenariuszach i to jest trochę jak oglądanie telenoweli w sensie takiego wchodzenia w to, po prostu mechanicznie. No ale z drugiej strony wywołuje to dół chociaż z drugiej strony też może być tak, że powoduje ten wylew tych emocji, płacz, bo czasem jest tak, że blokujemy, blokujemy ten płacz, i on czy złości one wybuchają nie w tym momencie, co trzeba i to jest trochę to takie katharsis i wiadomo, że to takie wkręcanie się w hipotetyczne scenariusze. 

Monika: Katharsis, mogę ci tutaj, dorzucę ci jedną rzecz, katharsis dzieje się wtedy, kiedy pozwolimy sobie na przepłynięcie tych uczuć a nie wchodzimy w ten scenariusz myślowy. Bo my z tego scenariusza możemy nie wzbudzić uczuć, tylko zostać w strachu, który jest nieuświadomiony, i tylko tymi myślami sobie zostać na tym cmentarzu. A jak tam sobie pozwolimy, wystarczy się zatrzymać, co czuję, i ja wtedy powiem, że złość albo smutek, i pójść za tym uczuciem i albo się wywrzeszczeć, albo się wypłakać, to jak najbardziej, tak. 

Aneta: Nie płakać z wyimaginowanego scenariusza, tyko bardziej z tego, że ja się czuję z tym jakoś tam. Natomiast też właśnie apropo tej uważności, to z kolei ja mam też tak, że po pierwsze jak już jestem już tak bardzo zmęczona swoimi myślami, ogarnianiem rzeczywistości na wielu organizacyjnych poziomach typu matka, żona i wszystkie inne role, to jak wychodzę z tego, wracam do tego momentu, że jestem tu i teraz i czuję te zapachy, czuję słońce, widzę kwiaty, skupiam się na tym co widzę i odczuwam, i wychodzę z tego, tej chmury myślowej całej, to naprawdę ten świat jest fajny, będąc tu i teraz. Ja strasznie lubię Eckharta Tolle, bo on jest tak prawdziwy w tym takim rozszyfrowywaniu myśli, bardzo często jak go słucham, to jest właśnie, no śmieję się niesamowicie, on w tej swojej prostocie odkrywania myśli, takich najbardziej ukrytych, nawet ostatnio słuchałam jego wykładu, gdzie ludzie przyjechali na retreat i on tam opowiada o tej uważności, jak to wygląda, czy wy na pewno jesteście tacy uważni. I pokazuje ten potok myśli, który może być. „O, tutaj ta osoba wygląda na bardziej oświeconą ode mnie”. *śmiech* Nie jestem w stanie całej przytoczyć, ale uwielbiam w jaki prosty i bezpośredni sposób pokazuje nasze mechanizmy, no takie proste, w sensie…

Monika: Przypomniała mi się scena z tego filmu i książki „Jedz módl się kochaj”, kiedy główna bohaterka siedziała w jakiejś ashramie i medytowała i pojawiały się w głowie „jak wrócę do domu to urządzę pokój do medytacji” i później o boże, zabij mnie, cudowna scena! 

Aneta: No, właśnie to jest to, kiedy odkrywamy ten potok myśli, kiedy nie identyfikujemy się z nim, to mindfulness, ta uważność jest tym narzędziem do wyciągnięcia nas z tego. Bo medytacja jest takim rytuałem, gdzie siadam, gdzie rzeczywiście to jest ten czas, który w tym momencie robię medytację. Mindfulness jest takim szybkim narzędziem, którym mogę w każdym chwili mogę zrobić, w kolejce nie łapię za smartfona tylko przyglądam się tym ludziom, nie. Czy skupiam się na oddechu, czy nawet na odczuciach jest mi gorąco, jest mi zimno, jakby zwłaszcza w momencie, kiedy bardzo często i bardzo łatwo wejść w tą konwulsję używania smartfona do zapełnienia każdej możliwej chwili, gdzie jeszcze dziesięć lat temu tego nie było, nie byliśmy tak podłączeni, że wiesz, idziesz do, gdziekolwiek w miejsce publiczne gdzie trzeba czekać i wszyscy siedzą w smartfonach. 

Monika: Chociaż z jednej strony był to dla mnie super moment, w którym już przestałam czekać, bo tego nienawidziłam. I myślę, że wiele osób tak ma, że nie cierpi czekać i teraz właśnie jak jest telefon, ten dyskomfort związany z czekaniem i nicnierobieniem jest zamieniony na bombardowanie się telefonem i informacjami z telefonu i tutaj mindfulness ma świetne zastosowanie, jeśli chodzi o to, żeby wyjść z nałogu telefonu. Ale też pamiętam, jak czytałam o technice mindfulnessowej że tak po polsku powiem, która jest związana z mówieniem. Na przykład to co teraz robię, zastanawiam się jak brzmi każde moje słowo które mówię do ciebie i czy wypowiadam je w sposób zrozumiały, wyraźny i czy mówię w taki sposób, który jest dla ciebie przyjemny. Zupełnie inaczej brzmi mój głos, zupełnie inaczej modeluję ten głos niż wtedy, kiedy puszczam ten potok myśli. I to jest świetne do wykorzystania dla wszystkich aktorów, wszystkich mówców motywacyjnych. To jest takie proste, ja niczego się nie uczyłam, ja teraz w tym momencie tylko i wyłącznie wykorzystuję mindfulness na obserwację tego, jak i co mówię. 

Aneta: Ale byłaś w szkole aktorskiej!

Monika: Ale to nie jest tak do końca. Byłam bardzo dawno i nie jestem czynną aktorką.

 Aneta: No tak, ale na przykład jakby porównując do naszej sytuacji w tym momencie, to ja jestem tak wkręcona w naszą rozmowę, że obrazami, cały czas jakby, siedzę w obrazach, to co ty mi opowiadałaś, to co sobie przypominam, u mnie działa mocno warstwa wizualna w jakby w naszej rozmowie. No ale wracając jakby do wykorzystania mindfulnessu na co dzień i wychodzenia z kompulsji, czy smartfon, czy jedzenie czy jakiekolwiek inne rzeczy, które jednak są nieświadomym zaspokajaniem jakiejś potrzeby, to tutaj jakby wiesz, sposób do wracania do uważności, do siebie, do ciała, dla mnie argumentem jest to, że on mi pozwala długofalowo się wyregulować. Każdego dnia, jeśli chociaż raz się zastopuję na czynności, której nie chciałabym wykonywać, czy jakby uważam, że jest ona szkodliwa dla mnie, to w tym momencie buduje mi to moją nową ścieżkę neuronalną, nie? Że mózg jakby hamuję dopływ dopaminy tam, gdzie jest fajnie, ale długofalowo nie pomaga, a z drugiej strony wyrabia się nowa ścieżka neuronalna, jeżeli używam smartfona w poczekalni, odkładam tego smartfona i skupiam się na oddechu, nie. Może, wiesz, jakby od razu przychodzą te myśli, czy ja dziwnie wyglądam? A co ci ludzie pomyślą? Już można się wkręcić w to myślenie, ale z drugiej strony warto trenować, bo to jest jak trenowanie mięśnia.

Monika: Oczywiście. To też jest tak, od razu, jeśli mówisz o obrazach, przypominał mi się inny obrazek związany z tym, że kobieta, która właśnie siedzi w kawiarni i patrzy przez szybę pijąc kawę, a inni wszyscy siedzą w telefonach i chłopak do dziewczyny pisze na messengerze, którzy siedzą naprzeciwko siebie, pisze do niej „popatrz na tą laskę przy oknie, jakaś nienormalna, gapi się, pije kawę, nie ma telefonu w ręce”. I to tak jest. Ale mindfulness uczy nas tego, żeby. się tym nie przejmować, jak to wygląda. Zwłaszcza że naprawdę nikt nas nie obserwuje, jest taka zasada też, że to jak my wyglądamy i jak się czujemy jest najważniejsze tylko dla nas. Każdy martwi się o siebie i nie patrzy na tego drugiego. Ja myślę, jak wyglądać, jak się zachowywać dla innych. I każdy z nas myśli dokładnie tak samo, więc. Wyjście z tego bycia dla kogoś jest też ważne. 

Aneta: Także, reasumując może, jeśli chodzi o mindfulness, to takie trzy najważniejsze rzeczy.

Monika: Ja bym powiedziała o zaletach i korzyściach, które mamy. Bo na pewno przede wszystkim zaletą jest to, że w końcu zaczynamy żyć tak naprawdę. Zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, kim jesteśmy, co robimy w tym życiu, po co tu w ogóle jesteśmy, zaczynamy zauważać wokół siebie czy przyrodę, czy to, gdzie jesteśmy i sprowadzamy się z powrotem do rzeczywistości fizycznej. I taką największa korzyścią dla nas, moim zdaniem, na ten moment, jest wyjście z iluzji i wyjście z tej rzeczywistości wirtualnej. Oczywiście są inne rzeczy, które w mindfulness są ważne, ale na ten moment, zwłaszcza w czasie pandemicznym, mamy duże przekierowanie na elektronikę i to, że jesteśmy w komputerach i telefonach. To wyjście dzięki skupianiu się na tu i teraz, zostawianiu przy sobie jest lekarstwem na uzależnienie od elektroniki, od ekranu. Na pewno następną korzyścią jest zdrowie fizyczne, jeśli oczywiście tratujemy mindfulness co będzie nam towarzyszyć, i co będziemy rozwijać, to przede wszystkim uspokaja się cala nasza cielesność psychofizyczna i dzięki temu nasz umysł jest spokojniejszy, nie tworzy obrazów, nie tworzy czegoś co jest niekorzystne, a jak wiemy z poprzednich naszych rozmów i pewnie przyszłych, nasze myśli tworzą rzeczywistość, zostało to również zbadane. Jeśli więc nasz umysł przestaje tworzyć czarne obrazy, i skupia się na tym, że tak jak powiedziałaś, świat jest fajny jak patrzę na niego i na prawdę go widzę, przestajemy chorować. Bo nasze bóle, nasze napięcia w ciele rodzą się właśnie z tego, że myślimy o czymś niepokojącym, nasze ciało się spina. A spięcia w naszym ciele powodują, rodzą się inne choroby. Zatrzymywane emocje, których nie pozwalamy sobie przeżyć, tworzą w naszym ciele choroby. I mindfulness pomaga nam je zobaczyć, rozpuścić, pozbyć się ich, albo je zrozumieć. Kiedy się zatrzymujemy, nie wiem, taką, pytałaś o 3, kolejną korzyścią, jest ich mnóstwo, ale korzyścią taką która przydaje się nam, jest sposób komunikowania się z ludźmi. Bo kiedy ja wiem, kim jestem, co chcę powiedzieć, wiem, co ja czuję, wiem co mi nie pasuje i co mi pasuje, no to ja dokonuję lepszych wyborów dla mnie bez poczucia winy. Jeśli ktoś mi nie pasuje, jeśli widzę i czuje, że ten człowiek nie powoduje we mnie nic dobrego, a wręcz jakieś trudne do przeżywania emocje, to ja mogę wtedy świadomie wybrać, że ja tego nie chcę, bo ja chcę żyć fajnie. I bez poczucia winy wycofuję się z takiej relacji czy komunikacji. Czy wręcz jestem w komunikacji, gdzie pojawia się konflikt, to ja nie stosuję ucieczkowości, nie wychodzę z tego konfliktu byle tylko uciec, ale mogę dzięki mindfulness, czyli zatrzymaniu na tym co ja teraz czuję, co się dzieje wokoło, sprowadzić się do siebie i ten konflikt w zupełnie inny sposób poprowadzić, a przede wszystkim nie bać się tego konfliktu. Więc na pewno usprawnia komunikację między ludźmi i komunikację ze sobą. Intra relację. Powiedz, jakie ty byś widziała korzyści, bo pewnie ja wymieniłam jakiś odsetek. 

Aneta: No właśnie ty wymieniłaś takie bardziej psychologiczne i jakby długofalowe na takiej większej płaszczyźnie, bo jakby powiedziałaś o tych chorobach no to wiadomo, że to jest jakiś tam element psychika bardzo mocno wpływa na nasz stan zdrowia. Ale wiadomo jest masę czynników, które są z tym związane. Natomiast jeśli chodzi o mnie, ja bym tu zwróciła uwagę na zwalniamy, w sensie ja jakby bardzo mocno ze mną rezonuje jakby takie no może nie memento mori, ale na zasadzie takiego, kurczę, nie wiadomo, ile jeszcze mam tu czasu. nie chcę się obudzić, zwłaszcza że patrząc jak pojawiły się dzieci, ja nagle patrzę, siedem lat minęło, dziewięć, nie wiadomo, kiedy. Jak na przykład osoby z mojej rodziny starsze, które mówiły, aa, to 20, 30, 40 lat temu, nie? Ja bardzo lubię rozmawiać z moją babcią i ona te wszystkie historie przytacza w takich rozpiętościach czasowych które nawet nie są jeszcze w moim życiu

Monika: W wydziale.

Aneta: W wydziale lat. To zauważam wtedy, że stopuję wtedy właśnie. Chcę się tym cieszyć, tym co jest w tym momencie, nie myśleć o przyszłości czy przeszłości. To jest to takie spowolnienie. Druga rzecz, do której chciałam też w sumie nawiązać, do tych znaków. Kiedy zaczynam obserwować rzeczywistość zauważam, ile ona odbija rzeczywiście z moich myśli. I to jest czasami prześmieszne, bardzo często jak zaczniecie obserwować, zdarza się tak, że mówisz coś a zaraz to idzie w rzeczywistości na zasadzie, nie wiem, powiem „daj mi sygnał i ktoś zadzwoni”. Teraz wymyślam, ale masa rzeczy mi się takich przydarza. Często jak robię coś ważnego to włączam taki radar, na to co się dzieje wokoło, bo nie wiem przypuśćmy, szukam teraz domu i jakby obserwuję czy te znaki które są po drodze, są nie wiem, co się dzieje, czy to mnie w jakiś sposób prowadzi, czy nie. Także to jest takie trochę zaufanie do tego, jakby otaczającej rzeczywistości, że ona też nam pomaga.

Monika: Też się o nas troszczy. Oczywiście, że tak. Wszechświat nie chce dla nas źle. Bo tak jakby chciał ale dla siebie.

Aneta: No, więc to jest już tak, powiedzmy głębszej warstwy. I ten spokój, ten taki właśnie ze nie muszę ciągle myśleć o czymś innym, tylko mogę wychillować, uspokoić się, cale ciało wtedy puszcza. Wtedy nagle zwykły moment stania w korku, kiedy nie słucham niczego, tylko tego, pracy silnika, co się dzieje wokoło, to puszcza to ciśnienie. Nie śpieszę się już tak. Po prostu jadę, nawet jeśli miałabym być spóźniona. Trudno.

Monika: No właśnie. Przeproszę, postaram się następnym razem. Inne myśli się pojawiają. To, co powiedziałaś, przypomniało mi coś. W momencie, kiedy my się zatrzymujemy, to jest tak, jakbyśmy sobie wyobrazili linię, linię czasu albo jakby na linijce. To jest tak, że jest zero, a w tym zerze jesteśmy my zatrzymani. Za zerem są minusy, a powiedzmy z lewej strony, po prawej są plusy. Jak się zatrzymujemy w zerze, to te minusy przestają mieć znaczenie i mamy szansę iść do plusów. I wtedy zaczyna się coś takiego, że dzięki byciu w punkcie zerowym, twoje myśli się zmieniają i uczucia się zmieniają na te bardziej pozytywne. I na te właśnie, jak powiedziałaś, spóźnię się, nie wpadam w panikę, nie przyspiesza mi się oddech, bo i tak siedzę w tym samochodzie no więc nie hoduję sobie w tym momencie, nie wiem, wypadnięcia kręgów z dysku, bo tak kompresuję mięśnie. Tylko się rozluźniam i hoduję sobie naukę na przyszłość „no dobra, wyjadę sobie jednak wcześniej, albo zrobię coś innego. Produkuję myśli, które będą dla mnie miały pozytywny wpływ, i pozytywną rzeczywistość. Ale muszę najpierw się zatrzymać. Nie da się tego przeskoczyć. Z negatywnych do pozytywnych myśli. Więc mindfulness może być takim zerem, wypunktowaniem, zatrzymaniem. Ze złego do dobrego. Zresztą, zobaczycie, to ostatnie moje zdanie, zobaczycie jak zaczniecie to robić, że jakość naszych uczuć i myśli się zmienia. I to jest genialne, zaczniecie to zauważać. Zacznie się, też, przepiękne jest, kiedy budzi się wdzięczność, i bo budzi się wdzięczność w tym momencie, kiedy jesteśmy tu i teraz, i zaczniecie dziękować za wszystko, za rzeczy, które wcześniej nie były dla was pozytywne, i jak zaczniecie za to dziękować, cuć tą wdzięczność, to one się zmieniają i wtedy dzieje się magia.

Aneta: No, myślę, że tutaj to co mówisz, to takie zatrzymanie do tego, żeby zmienić przyszłość w sensie takiego kreowania swojej rzeczywistości, ale też taki czysto biologiczny. Teraz mi się przypomniało apropo tego spóźniania, że u mnie to była od dzieciństwa bardzo moja sprawa, ale wydaje mi się, że nie tylko bo większość z nas chodziła do szkoły jednak i spóźnianie się pod dzwonku było zawsze no kończyło się nieprzyjemnymi konsekwencjami. I kiedy czujemy ten stres, bo pojawiały się negatywne konsekwencje spóźnienia, to dla mnie to jest poziom kortyzolu jest taki, że naprawdę no jakby wychodzę z siebie. I właśnie to jest to, że kiedy łapię się na tym, dobra, nic się nie stanie, jestem dorosła, więc wtedy kortyzol się obniża, obniża, bo warto też wiedzieć, że bardzo później długo wychodzimy z tego, jak się podwyższy ten poziom tych negatywnych hormonów. Wiesz, kortyzol jest okej, ale nie w sytuacjach, kiedy goni mnie jaszczur, nie? *śmiech* Ale nie w momencie, kiedy spóźnię się pięć minut. Więc tutaj konsekwencją tego, ze ja się wkręcam na przykład w taką sytuację, gdzie wyobrażam sobie jakieś scenariusze związane z tym spóźnieniem, czy też z automatu nie wolno się spóźniać i tyle. To w tym momencie tylko sobie szkodzę fizycznie, nie? Także.

Monika: To jest to co mówiłam o chorobach w wielkim skrócie, ty to pięknie wytłumaczyłaś, bo kortyzol jest neurotoksyną w naszym organizmie, która jak goni cię jaszczur jest potrzebna, ale wtedy ją spalasz, uciekając. A kiedy nie to ona zostaje w mózgu, w twoim ciele i powoduje zmiany w tym ciele na poziomie biologicznym. Tworzenie się guzów. Teraz już nie chcę tutaj wymieniać czego, bo nie tego dotyczy ten podcast, ale tak to działa, tak działa nasz organizm tworząc choroby. Choroby nie biorą się znikąd, my sami sobie je kreujemy. Oczywiście też dzięki temu mamy sami możliwość uleczenia się z nich, ale to na inny temat. 

Aneta: No, dokładnie. Tematów mamy sporo, jeszcze nam się nie znudziło i mamy nadzieję, że wam również, że coś z tego wyniesiecie.

Monika: Przy okazji mam do was wielką prośbę i jestem bardzo ciekawa, jakie wy korzyści widzicie z mindfulness. Czy możecie coś do tego dodać, czy coś co was spotkało i było fajne i co było powtarzalne. 

Aneta: Tak, to w końcu może zaczniemy trochę angażować naszą społeczność, publiczność. No w sensie was, żebyście też uczestniczyli w tej dyskusji. Dajcie nam znać w komentarzach na Facebooku i tyle.

Można by wiele jeszcze mówić o mindfulness, ale proponuję wam żeby teraz, po wysłuchaniu tego podcastu, żebyście usiedli i jeśli jest ciemno, to zapalcie coś, jakąś lampkę jeśli możecie a nawet świeczkę i otwórzcie swoje dłonie obydwie albo jedną albo popatrzcie we wnętrza swojej drogi, wpatrujcie się w nią 30 sekund, 60 sekund, poobserwujcie jak biegną linie, w którą stronę, jakiej są głębokości, jakiego koloru, jak są rozłożone na waszej dłoni. A później sobie przyłóżcie ją do policzka i powiedzcie sobie, że jesteście supertajną osoba. i tyle

Aneta: dzięki za to ćwiczenie. powodzenia w codziennym wykorzystaniu uważności. do usłyszenia w następnym podcaście 

Monika: Trzymajcie się ciepło.