#Rozwojowy 003 – Praca z dźwiękiem – Monika Doroszkiewicz

To jest podcast #rozwojowy 003. Spotykamy się tu na ścieżce rozwoju osobistego w drodze do życia w pełni. Jeśli szukasz inspiracji do lepszego życia i prawdziwych historii ludzi, którzy znaleźli swoją ścieżkę w życiu to jest podcast dla Ciebie. 

Czego dowiesz się z tego podcastu?

  1. Kim jest Monika Doroszkiewicz, jaka była jej ścieżka rozwoju oraz czym aktualnie się zajmuje?
  2. Co to jest i jak wygląda masaż dźwiękiem?
  3. Na czym polega dźwiękoterapia?
  4. Jakie są możliwe rozwiązania problematycznych sytuacji polecane przez Monikę Doroszkiewicz?
  5. Jaki wpływ mają masaże dźwiękiem na osoby borykające się ze stresem czy depresją?

Posłuchaj podcastu 003:
https://www.spreaker.com/user/rozwojowy/rozwojowy-podcast-odc-003-praca-z-dzwiek

– Aneta: Cześć, witajcie. Dzisiaj znowu ja- Aneta Młodzikova rozmawiam z Moniką Doroszkiewicz. Monika robi bardzo dużo ciekawych rzeczy ale przede wszystkim pracuje z dźwiękiem. Przez wiele lat doświadczeń trafiła do takiego momentu, w którym widzę ją uśmiechniętą, szczęśliwą i bardzo zadowoloną z tego co robi i chciałabym, żeby właśnie podzieliła się dzisiaj z wami swoim doświadczeniem. Cześć Monika.

– Monika: Cześć, witajcie. 

– Aneta: Powiedz jak ty siebie określasz? Kim jesteś?

– Monika: Jestem dźwiękoterapeutą chociaż do tej pory ten zawód nie istniał w polskim prawie ale to się wkrótce zmieni.

– Aneta: Dzięki Tobie z tego co wiem.

– Monika: Tak, dzięki mnie. 

– Aneta: Powiedz, jak to się zaczęło, że zaczęłaś  pracować z dźwiękiem?

– Monika: 10 lat temu, kiedy sama szukałam sposobu na siebie, na swój rozwój, ponieważ byłam w takim momencie życia kiedy nie czułam się najlepiej i przeżyłam jakieś doświadczenia, które sprawiły, że szukałam sposobów na siebie – jak pomóc sobie dobrze się czuć? Bardzo inwestowałam w swoje dobre samopoczucie chodząc na różnego rodzaju zajęcia, szkolenia, warsztaty. I trafił do mnie dźwięk, trafiła do mnie kobieta z misami, gdzie na początku tak bardzo sceptycznie do tego podchodziłam, bo wydawało mi się to takie trochę czary-mary. 10 lat temu nie było tyle wiedzy na ten temat, informacji w internecie, więc trochę wydawało mi się to nie rzeczywiste, że takie misy mogą coś robić – i tak sceptycznie do tego podchodziłam. Natomiast pierwsze moje doświadczenie z masażem dźwiękiem odmieniła moje postrzeganie dźwięku o 180 stopni, bo ja poczułam energię w sobie. Teraz o tej energii mówi się coraz więcej, dużo osób, które szkoli i uczy innych ludzi jakiś metod radzenia sobie z dobrym samopoczuciem używa tego sformułowania energii. Teraz o energii się dużo mówi. Niestety 10 lat temu tak nie było i to było dla mnie bardzo takie nowe ale też intrygujące.  Zaczęłam drążyć temat, zrobiłam sobie wszystkie szkolenia jakie były możliwe u wszystkich się przeszkoliłam, u kogo mi tam było dane się przeszkolić w zakresie dźwięków. Zafascynowało mnie to po prostu na maksa. No bo po tych dźwiękach dobrze się czułam. Postanowiłam, że ja to będę propagować, że będę się dzielić z ludźmi tym. Otworzyłam gabinet, w którym przyjmowałam klientów gdzie robiłam masaż dźwiękiem. Jednak samo przeszkolenie niestety to trochę za mało. Można zrobić kurs ale to doświadczenie jednak trzeba zdobyć. Zdobywałam to doświadczenie w różnych ośrodkach między innymi Fundacja Anny Dymnej, PSONI, w różnych oddziałach, w domach spokojnej starości, w DPS-ach ale też w indywidualnej praktyce w swoim gabinecie.

– Aneta: Czemu akurat tam? W takich organizacjach, które zajmują się osobami niepełnosprawnymi albo osobami starszymi?

– Monika: Z tego powodu, że tam jest duża potrzeba tego, żeby tym osobom było lepiej. Bo one już są w jakiś sposób poszkodowane przez los, przez życie, że są w takich miejscach. Nie wiem czy ty byłaś kiedyś w takim miejscu. To nie jest dom rodzinny, gdzie jesteś w swojej przestrzeni, gdzie otaczają cię bliscy ludzie – mimo, że tam warunki są wspaniałe i opieka też jest fachowa ale to nie jest to samo co w domu – to są jednak ośrodki.

– Aneta:  A jakie było ich podejście? No bo tak jak mówisz, terapia dźwiękiem, misy to jest coś co nie jest takie oczywiste?

– Monika: No nie jest. Ja sama miałam takie podejście jak przyszła do mnie Pani z misami (jeszcze w Katowicach, bo od 10 lat dopiero mieszkam w Krakowie) to ja sobie pomyślałam, że “kurcze jakaś taka nawiedzona laska będzie mi tu miskami uzdrawiać, jakieś czary-mary”. No jak doświadczyłam to od razu mi się zmieniło myślenie i zaintrygowało mnie to. Natomiast to się zbiegło z moim przeprowadzeniem do Krakowa, zmianą w ogóle sposobu życia, stylu życia. Więc ja jak przeprowadziłam się 10 lat temu do Krakowa to postanowiłam, że po prostu od razu to będzie połączone ze zmianą mojego zawodu. No ale zawodu dźwięko-terapeuty nie było i do tej pory nie było, bo nikt tego nie uregulował prawnie.

– Aneta: Właśnie, jakie były reakcje jak przychodziłaś do PSONI czy do Fundacji Anny Dymnej?

– Monika: W Fundacji Anny Dymnej było ciekawie bo ja się tam zgłosiłam na początku jako wolontariusz. A tam wcześniej już ktoś z misami był i Panie się śmiały, że dają mi trzy miesiące na to, że wytrzymam bycie wolontariuszką i jeżdżenie tam – ale wytrzymałam dużo dłużej, bo potem wolontariuszką byłam prawie 2 lata i później doceniono mnie i świadczyłam  już normalnie usługi dźwiękoterapii. 

– Aneta: Jak reagowali twoi podopieczni?

– Monika:  Reagują wspaniale. Bardzo im się to podoba, lubią to, wyczekują. Teraz mamy chwilę przerwy więc wiem, że bardzo tęsknią, wypytują, i chcieliby, żeby wszystko wróciło na dawne tory ale jeszcze pewnie chwilę musimy poczekać. Dzieci też bardzo fajnie reagują. Z dziećmi niepełnosprawnymi to jest tak, że jak są głębokie upośledzenia  to nie ma z nimi takiego kontaktu werbalnego, natomiast oczy mówią wszystko, po oczach można odczytać ich samopoczucie – to jak im jest dobrze, oczka się śmieją więc to tu nie potrzeba słów to po prostu widać. 

– Aneta: Powiedz jeszcze, wracając do początku, kiedy w ogóle bardzo mnie interesuje  to przejście z takiego świata racjonalnego do świata gdzie już jest odczuwanie energii, coś co takie jest ciężko wytłumaczalne? Czy już  wcześniej jakby zauważyłaś u siebie takie otwarcie, jakieś takie alternatywne rzeczy? Czy to po prostu jakby wyłudziło przypadku, że tego doświadczyłaś? Powiedz trochę wcześniej właśnie o tych warsztatach, szkoleniach na które chodziłaś zanim w ogóle zajęłaś się misami.

– Monika: Więc jak się wejdzie na ścieżkę rozwoju osobistego i duchowego to to już jest droga bez powrotu. To już się idzie do przodu, dlatego  coraz bardziej poszerzasz swoją świadomość, ja zawsze czułam energię tylko ja nie umiem tego nazwać,  ja nie wiedziałam co to jest, nie umiałam odczytać informacji. Myślę, że każdy człowiek potrafi odczuć, potrafi zobaczyć tą energię tylko nie wie jak. Ważne jest znaleźć dla siebie taką metodę, taki sposób który będzie dla nas, dla naszego umysłu na tyle do przyjęcia, że my w to pójdziemy. Dla mnie dźwięk był takim zapalnikiem bo moja mama była nauczycielem muzyki mój ojciec miał zespół muzyczny, wiec ja z tą muzyką byłam związana od dziecka natomiast dźwiękoterapia to nie jest muzyka, bo to są pojedyncze dźwięki, to zupełnie na czym innym polega, to jest dekonstrukcja muzyki w zasadzie, same dźwięki pojedyncze.  Żeby zrozumieć to wszystko trzeba trochę świata, energii poczuć, zobaczyć, trzeba trochę fizyki kwantowej liznąć. Poszerzać swoją wiedzę na temat muzyki, na temat dźwięków w zasadzie, jak to wszystko funkcjonuje. Muzyka to matematyka więc to jest bardzo dużo informacji do nauczenia. Jak się w to wejdzie, to co znajdziesz informację, to cię to bardziej jeszcze interesuje i jeszcze bardziej, jeszcze bardziej, jeszcze bardziej i to jest niekończąca się historia.

– Aneta: U mnie osobiście była jedna taka kluczowa informacja, oprócz tego, że rzeczywiście poczułam, że to jest przyjemne takie wibrowanie ciała. Natomiast dla mnie najbardziej kluczową informacja było to, że ciało w 90% składa się z wody i te fale odpowiednio przenoszą się po ciele i one mają odpowiednią ilość  wersów, która jest dostrojona do naszego ciała. To mi wystarczyło do tego, żeby wiedzieć, że jeśli potrzebuję się wyrównać to to mi robi dobrze. 

–  Monika: Dla twojego umysłu to było dobre. 

–  Aneta: A u Ciebie bardziej przez czucie czy jak?

– Monika: Ja pierwsze doświadczenie z gongami miałam bo chodziłam na masaże dźwiękiem, ale nie miałam doświadczeń z gangami. Moje pierwsze doświadczenie z gongami było takie, że ja doświadczyłam takiego stanu świadomości, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Można nazwać to, że to jest odmienny stan świadomości, bo  on był inny niż w normalnym moim funkcjonowaniu takim codziennymi. To już w ogóle, po prostu to spowodowało, że już na maksa, po pas, po szyję weszłam i już wiedziałam, że to jest droga bez powrotu, że ja chcę się tym zajmować. Moja głowa odpuściła wszystkie myśli,  ja przez czas tej sesji, przez godzinę czułam się jakbym była w niebie po prostu, mi było tak dobrze, nie miałam żadnych napięć, nie miałam w ogóle żadnych myśli w głowie. Wydawało mi się, że moje ciało unosi się nad ziemią, to było niesamowite doświadczenie ja mówię: “Wow to jest wspaniałe ja chcę dawać ludziom coś takiego, niech przeżywają, niech doświadczają to jest takie super”. Później właśnie zrobiłam sobie szkolenie u Dona Conrow,  to jest taki człowiek, który gongi promuje  na całym świecie. No i zaczęłam po prostu też z gongami pracować. 

-Aneta: Jaki był jeśli mogłabyś powiedzieć, schemat:  czego się uczyłaś, gdzie ten rozwój u Ciebie był? Był związany z dźwiękami, żeby coraz lepiej rozumieć te mechanizmy? Czy,  że jednak to mieszałaś z takim rozwojem osobistym na zasadzie naprawiania jakiś rzeczy u siebie albo poszerzania świadomości? 

– Monika: No tak, żeby zrozumieć jak działa energia. Mój racjonalny umysł potrzebował więcej. Chodziłam na rebirthing, zapisałam się do szkoły bioenergoterapii, uzdrawiania pranicznego, uzdrawiania duchowego, theta healing, metoda silvy. Trochę tam się tego zebrało no i w pewnym momencie po prostu dotarło do mnie, że wszystkie te metody są o tym samym tylko w inny sposób do tego się odnoszą, w inny sposób to pokazują, inaczej się to przyjmuje po prostu ale to jest wszystko to samo, energia to energia.

– Aneta: Czyli miałaś już taki moment nasycenia, że więcej nie potrzebujesz? 

– Monika: Nie, ja potrzebuję cały czas, cały czas się uczę. Teraz jestem w trakcie szkolenia dalej się uczę, tylko ja teraz uczę się jak uczyć. 

– Aneta: Czyli wchodzisz już na ten poziom jak bardziej, jak teraz umiejętnie  przekazać? 

– Monika: Tak jestem na tym etapie, że po prostu chcę być nauczycielem, chce uczyć innych. 

– Aneta: Z czego to wynika, że poczułaś, że chcesz być już nauczycielem a nie tylko masować. 

– Monika: W kwestii zdobywania tego doświadczenia na tym poziomie ja-klient, to ja już zrobiłam wszystko i po prostu przyszło do mnie takie uczucie, że chcę się z tym dzielić na większą skalę po prostu. Już za mną są pierwsze warsztaty “dźwiękoterapia podstawy”, już mam pierwszych studentów, którym chcę umożliwić wejście w ten świat dźwięków, chcę być takim wsparciem takim doradcą, żeby nie musieli mieć tak trudno jak ja. Miałam na początku pod górkę, że tak powiem, bo nie ma takiego zawodu w Polsce. Idę gdzieś do jakiegoś ośrodka, jak jest ktoś otwarty z dyrekcji to rozmawia ze mną w sposób taki partnerski, ale jak ktoś jest sceptykiem i nie wierzy w energię no to spuszcza mnie po brzytwie, mi jest przykro, a po co ma być komuś przykro jak robi dobre rzeczy więc po prostu też od tej strony chciałam żeby to w Polsce było uregulowane, żeby Ci ludzie byli poważnie traktowani, bo robią dobre rzeczy, żeby byli szanowani za to co robią a nie spuszczani  po brzytwie i wyśmiewani, że są jakieś czarownice i nie wiadomo co tam robią tym dzieciom więc często miałam takie pytania. “A co Pani tymi miskami tym dzieciom robi? No robię im dobrze. 

– Aneta: To jest dość ciężka rozmowa… 

– Monika: Z całej tej pracy najcięższa…

-Aneta: …kiedy ktoś nie miał do czynienia z tym, to nie jest jeszcze tam jakoś popularna metoda, zważywszy na  bardzo naukowe podejście w Polsce.   

– Monika: No ja na to znalazłam swój sposób. Właśnie na moich kursach będę się tym moim doświadczeniem dzielić i będę uczyć jak przełamywać te wszystkie bariery u sceptyków.

– Aneta:  Jak na początku było, kiedy nie byłaś pewna tej swojej metody, kiedy dopiero co poczułaś i byłaś takim nowicjuszem. Czy to Cię nie zniechęcało? 

– Monika: Ja poszłam na głęboką wodę wynajmując gabinet w Krakowie. Skorzystałam z takiego portalu, gdzie zniżki się daje. Więc sprzedałam 200 kuponów na masaż, ja nie miałam wyjścia, musiałam tych ludzi przyjmować tak przez trzy miesiące. 200 osób wymasowałam dźwiękiem, więc to mi dało pewność siebie. Bo jak bym nie przyjęła tylu klientów to pewnie nie miałabym tej odwagi. Ale jak ja miałam kilka dziennie, 3-4 dziennie masaże to ja nie miałam czasu się zastanawiać nad tym tylko po prostu robiłam to, robiłam to i robiłam. Feedback był bardzo dobry, więc jak jest dobry feedback, to człowiek nabiera pewności.

– Aneta: A był też zły feedback?

– Monika:  Zdarzyło mi się raz czy dwa. 

– Aneta: Że ktoś nie poczuł czy po prostu był niezadowolony?

– Monika: Nie, z reguły ten negatywny feedback jest od osób które nie same decydują się na to, żeby przyjść tylko ktoś je zaciąga i na przykład: Żona chce zaciągnąć męża no i on idzie dla świętego spokoju, później po takiej sesji mówi, że on nic nie czuje, a przechrapał  całą sesję na przykład. 

– Aneta: No bo tak można zasnąć.

– Monika: I to  jest bardzo dobre jak się zaśnie bo wtedy świadomość usypia i a dźwięki robią swoją robotę, robią co mają zrobić, rezonują z tymi częstotliwościami w naszym ciele bez naszej wiedzy. To tak jak w kablu nie widać prądu a lampka się świeci.

– Aneta: Dobre porównanie, a powiedz czy widzisz jakąś zależność czy więcej jest kobiet Twoimi klientami czy mężczyzn?

– Monika: Jest więcej kobiet, ale ostatnio coraz więcej mężczyzn się otwiera. 

– Aneta: Wydaje mi się kobiety mają  większe połączanie z ciałem 

– Monika: Kobiety na pewno mają większe połączenie z ciałem i też bardziej dbają o ten rozwój duchowy to nie tylko w dźwiękoterapii tylko, ale też w innych warsztatach. No ja jestem teraz w szkole gdzie jest na 90 kobiet 4 facetów.

– Aneta: A czy to wynika z takiego poczucia podbudowywania wartości przez kobiety poprzez zdobywanie kolejnych certyfikatów, szkół czy to bardziej, generalizując w Twoim wypadku, bo ja przez długi czas szkoliłam się, teraz to jest z pasji wcześniej to było tak, że te szkolenia były potwierdzeniem, że po prostu umiem ale nie, że umiem dlatego, że się sama tego nauczyłam ale dlatego,  że poszłam do szkoły to na pewno dobrze mnie wyedukowali

– Monika: No tak jest jeszcze coś takiego, że niektórzy właśnie potrzebują tych papierów. Ja też długo kolekcjonowałam papiery, ale jestem teraz na takim etapie, że ja w ogóle nie potrzebuje żadnych papierów. Ja potrzebuję czuć, wiedzieć i czy mi ktoś papier wystawi czy nie, to w ogóle mnie to nie interesuje tej chwili.

– Aneta: Jeśli chodzi o taki twój osobisty czas, poza zawodowymi kompetencjami. Czy są jakieś dziedziny gdzie potrzebujesz zdobywania nowej wiedzy czy doświadczenia?

– Monika: Rozwijam się cały czas, teraz jestem w szkole wielowymiarowej Komunikacji, chcę poszerzać cały czas swoje czucie, odbieranie energii, odbieranie informacji, czytanie energii z pola innych osób w ten sposób będę mogła lepiej pomóc.

– Aneta: Czyli nie jesteś zmęczona takim ciągłym rozwijaniem się? 

– Monika: Absolutnie, energia jest niewyczerpalna, my mamy w sobie tyle energii, że po prostu jeśli się umiejętnie zarządza, prowadzi się dobre życie to jest niewyczerpalne źródło w nas.

– Aneta: A  czym jest dla Ciebie dobre życie? 

– Monika: Dobre życie to takie w, którym ja jestem szczęśliwa, kiedy wstaję rano i chcę mi się wstać, kiedy znajduje powody do radości z błahych rzeczy, cieszy mnie wszystko.

– Aneta: Często Ci się to udaje? 

– Monika: Jestem ostatnio permanentnie szczęśliwa.

– Aneta: Wcześniej też tak było? 

– Monika: Nie, był taki okres w moim życiu, że nie radziłam sobie z tym jak szybko wchodzić na wyższe wibracje i szukałam różnych sposobów ale dzięki temu docierałam do tych wszystkich metod dzięki którym można sobie radzić i dzięki temu teraz mogę na moich warsztatach dzielić się tym co u mnie zadziałało bo oprócz dźwięków zrobię również inne rzeczy.

– Aneta: A takie szybkie metody, co dla ciebie działa? Co jest takim szybkim rozwiązaniem kiedy wchodzisz w problematyczne sytuacje albo dołek jakiś?

– Monika: No więc natura, natura i natura. Zrobiłam sobie instruktora śmiechu, idę sobie do lasu albo na jakąś łąkę, zdejmuje buty chodzę na boso i się śmieje i podnoszę sobie wibracje, endorfinki skaczą do góry i czuję się wspaniale.

– Aneta: Nawet jak Ci się chce płakać?

– Monika: Jak mi się chce płakać to robię sobie zimny prysznic. Bo w tym roku planuję morsowanie i przygotowywuję się od marca właśnie do tego morsowania. Dlatego codziennie biorę  zimne prysznice. I jak tylko znajdę jakieś akwen wodny to też go wykorzystuje. Już się nie mogę doczekać kiedy będzie zimno i żeby wypróbować jak będzie minusowa temperatura.

– Aneta: Czyli generalnie Twoje podejście z tego co słyszę jest  takie, żeby korzystać jak najwięcej z takich pozytywnych rzeczy,  nawet jak tam jakieś złe rzeczy się przytrafiają to się wyciąga z tego tym co potrafisz.

– Monika: Na tym cała sztuka polega, na kontrolowaniu naszych myśli, nasza energia powstaje z naszych myśli. Jeśli ja będę miała złe myśli w głowie, dołujące to moja energia spadnie, jeśli będę miała radosne myśli to będzie się chciało wszystko, moja energia będzie wysoka. To jest bardzo proste. Jeśli chcesz mieć wysoką energię to musisz zrobić wszystko żeby ją podnieść.

– Aneta: Tutaj z Moniką wymyśliłyśmy tak jakby zadanie dla naszych słuchaczy, czy ćwiczenie, które mogłabyś polecić, żeby spróbowali, kiedy jest im źle, żeby sobie tą energię podnieśli?

-Monika: Świetnym ćwiczeniem jest śmianie się ze swojego problemu ja to praktykuje, że jak mi przyjdzie do głowy jakaś negatywna myśl to ja obśmiewam  czasem to zajmuje mi 5, minut czasem 10, a czasem 15 w zależności jaki kaliber. Więc polecam serdecznie pośmiać się z siebie i ze swoich problemów. Wyjście z siebie i popatrzenie na siebie jako widz. Zawsze czyjeś problemy mniej bolą, więc jak się wyjdzie z siebie i się popatrzy jako widz na siebie to problemy stają się mniejsze. Ale najbardziej to polecam pracę z dźwiękiem, jak ktoś ma misę w domu, a wiem, że dużo osób ma takie misy to także warto. Położyć się na podłodze, położyć sobie; najlepiej żeby ktoś jeszcze nam pomógł; na splocie Słonecznym misy. Zamknąć oczy, wyobrazić sobie coś co sprawia, że nam jest dobrze, może jakieś wspomnienie, w którym byliśmy bardzo bardzo szczęśliwi. Może być z dzieciństwa, może być jako dziecko, jakiś pies, miłość i w tym samym momencie wsłuchiwanie się w te dźwięki które się wydobywają z misy. Splot słoneczny to jest nasze centrum dowodzenia w naszym ciele więc jak położymy tutaj mise na splocie słonecznym i wprowadzamy się w dobry nastrój, czyli przypominamy sobie jakieś przyjemne rzeczy to te fale szybko rozchodzą się po ciele, dźwięk to jest informacja, tak to jest energia. Każda komórka w naszym ciele jest zasilana energią. 

– Aneta: Czyli, żeby po prostu wspomóc się dźwiękiem albo dystansem do myśli.

– Monika: Tak czyli śmiech, śmiech. Jeszcze praktykuje to od jakiegoś czasu; a Piotrka Bielskiego znam wiele lat ale nigdy nie skorzystam z jego warsztatów na Jogina śmiechu ale teraz ten okres właśnie mniejszej ilości ośrodków do której jeżdżę, ponieważ są zamknięte na zewnętrznych usługodawców sprawił, że znów zaczełam inwestować w swoje dobre samopoczucie i jeździć na większą ilość kursów. Jak próbowałam śmiać się przez 3 dni non stop i tak stwierdziłam, że to jest super, zaj*****e, że tak można przez trzy dni cały czas się śmiać, no to jest niesamowite.

– Aneta: Co masz jeszcze w planach, marzeniach? Co jeszcze nie osiągnełaś? A chciałabyś spróbować albo osiągnąć.

– Monika: Jestem na etapie realizacji swoich marzeń, ja jak o czymś marzę, to biorę się za to do  roboty i to robię. Moim marzeniem jest stworzenie studium dźwiękoterapii i to się dzieje. W zeszłym tygodniu został złożony wniosek do Ministerstwa o wpisanie nowej kwalifikacji i to już procedura idzie i chcę stworzyć taką szkołę po prostu gdzie będę wraz z innymi dzielić się naszym doświadczeniem, naszą wiedzą. Dlatego już współpracuje w zakresie kamertonu bo dźwiękoterapia to nie tylko misy i gongi ale też kamertony , ale również też inne instrumenty. Do współpracy zaprosiłam też fizyka, muzyka ja jako praktyk, studium będziemy  prowadzić. Realizuję swoje marzenia po prostu ja nie marzę ja  jak coś mi się w głowie pojawi takiego i ja poczuję tą pewność “Tak to jest to” to ja to po prostu realizuje, ja to robię.

– Aneta: To jest bardzo pokrzepiające. Bo też jakby naszym założeniem jest to, aby osoby, które nas słuchają i jeżeli mają jakieś takie właśnie pociągi, w kierunku robienia czegoś co kochają  albo zaczynają dopiero i gdzieś tam do końca nie są przekonane to takie historie jak Twoja, gdzie pokazujesz, że to nie jest zawsze tak kolorowo a z drugiej strony, że jest to uczucie takiego zainteresowania, parcia na to, żeby coś zrobić w tym danym kierunku  właśnie im pomogą – to jest piękne i dziękuję ci za to porównanie. Ja jeszcze tylko chciałam wrócić, bo tak nam płynie ta rozmowa i czasami gubią się te pytania, które chciałam Ci zadać. Bardzo mnie interesuje jak to wygląda z osobami, które przychodzą do Ciebie (oprócz tych 200 kuponów, które sprzedałaś w ramach promowania swoich usług), jakie są motywacje ludzi, którzy przychodzą do Ciebie, dlaczego oni przychodzą?

– Monika: No przeważnie przychodzą, bo są nieszczęśliwi, bo im coś dolega. Czyli albo są bardzo zestresowani albo mają depresję albo chcą też poszerzać swoją świadomość. W tej chwili sesja ze mną to nie tylko sesje dźwiękoterapii ale to jest też sesja energetyczna i te osoby to czują, że coś więcej się zadziało niż tylko pukanie w miski. Bo jak przychodzą na sesję i ściska ich w dołku a po sesji wstają i czują się rozluźnieni i jest im dobrze no to przychodzą po raz kolejny i po raz kolejny, tak? Dlatego mam bardzo dobry feedback, bo po prostu dziękują. Jak ktoś dziękuję i przychodzi po raz kolejny i swoich znajomych poleca, no to to jest dla mnie największy dowód na to, że to jest dobre to co robię, tak? Ja też mam w sobie takie, umiem odczytać czy to co robię jest dobre i właśnie to może być takim, też sygnałem albo taką instrukcją dla osób które zaczynają czy one idą w dobrym kierunku. Ja testowałam dużo rzeczy w swoim życiu i nie wiedziałam czy mam się tym zajmować czy nie mam się tym zajmować, jak to rozpoznać. W końcu nauczyłam się, że jeśli ja czuję w sobie takie flow, że idę do pracy i ja nie czuję, że ja idę do pracy, tylko po prostu ja idę tam nawet czy mi zapłacą czy mi nie zapłacą to ja chcę to zrobić – to znaczy, że to jest to.  Jak się ma w sobie takie poczucie, że nie idzie się do pracy za karę tylko że “ wow klient przyjdzie, super”. No to ja po prostu  idę z taką radością, że wiem, że to jest coś czym chcę się zajmować.

– Aneta: Powiedz, bo też robisz koncerty tak?

– Monika: Robię dwa razy w tygodniu, bo robię w centrum w księgarni Cud od 8 lat w tym samym miejscu i robię u siebie w gabinecie na Wandy w poniedziałki. Teraz do mnie przyszło właśnie, żeby robić koncerty pełniowe, bo znalazłam przecudne miejsce, przestrzeń gdzie sufity są kopułowe, takie z cegieł więc fala dźwiękowa się tak odbija, że będąc z jednej strony pomieszczenia i szepcząc to ci, którzy leżą po drugiej stronie pomieszczenia czują się tak jakby im ktoś do ucha szeptał. No idealne wymarzone miejsce, po prostu dźwięk się tak rozchodzi wspaniale i nie mogę tej okazji zmarnować jak już znalazłam to miejsce to będę raz w miesiącu tam po prostu na pełnię księżyca robić koncerty.

– Aneta: A czemu na pełnię księżyca?

– Monika: Bo to jest taki dzień w miesiącu gdzie jest taka energia bardzo silna, że w tym dniu też statystyki mówią o tym – ludzie się gorzej czują. To jest taki dzień w miesiącu gdzie jest najwięcej samobójstw, są depresje. No ludzie odczuwają mocno oddziaływanie planet i właśnie to jest taki dzień, gdzie można podnosić wibracje ludziom – tak, że będzie im lepiej, będą się lepiej czuli.

-Aneta:  A czy to działa tylko na tych ludzi (tam gdzie koncertujesz), którzy są w sali czy ma to jakoś tam szerszy zakres?

– Monika: No to jest już grubszy temat.

– Aneta: Ale powiedzmy, bo ja pamiętam jak Ty mówiłaś, że robiłaś badania na AGH-u odnośnie zasięgu oddziaływania.

– Monika: Tak, tak. Jeśli chodzi o samą falę dźwiękową  to misy, ich zakres taki oddziaływania no to takie 10 m, gongi może więcej, bo gongów nie brałam do tej komory bezechowej. Natomiast intencja nie zna granic. Jeśli gramy z intencją, jeśli koncert jest w jakiejś intencji kogoś kto jest w Australii, w Kanadzie czy w Ameryce nie ma to znaczenia, to to go dosięga. Jeśli wzmocnimy to jeszcze ilością osób, czyli tą moją intencję pomnożymy przez energię tych osób, które uczestniczą w tym koncercie no to jest to już duża siła.

– Aneta: Jakie to mogą być intencje?

– Monika: No intencje mogą być przeróżne, o zdrowie, o dobre samopoczucie, o miłość, o pracę. Każdy ma jakąś swoją intencję. Są też grupowe medytacje czy tam koncerty w intencji jakiejś danej osoby, która jest chora na przykład. Wtedy wszyscy skupiamy swoją energię, myśli na tej osobie i rzeczywiście ta osoba odczuwa lepsze samopoczucie i czuję tą energię jak wiele osób o niej myśli.

– Aneta: No tak, to już jest gdzieś tam naukowo badane.

– Monika:  Tak, to już jest naukowo to nie jest czary-mary. O tym się naprawdę już prace naukowe robi. To już dla racjonalnych umysłów jest nawet do przyjęcia, bo coraz więcej naukowców to publikuje, te swoje doświadczenia, eksperymenty, piszę pracę na ten temat.

– Aneta: Jak widzisz przyszłość takich metod, które są związane z energią?

– Monika: Myślę, że to są metody przyszłości. Dlatego też te zawody to będą zawody przyszłości. Myślę, że wracamy do korzeni, wracamy do natury. Ludzie coraz bardziej są świadomi tego, że niekoniecznie chemia, którą wkładają w siebie to jest to co sprawia, że oni się dobrze czują i są zdrowi – ale na ten temat wolę się tak publicznie nie  wypowiadać, bo to jest kontrowersyjne i każdy może mieć swoje zdanie na ten temat. Ja mam takie zdanie tak, że wolę pobiegać boso po trawie i pośmiać się, żeby podnieść swoją energię, niż łyknąć tabletkę na depresję, tak? No, to jest mój sposób.

– Aneta: Nie, no myślę, że na takim poziomie ogólnym, że kiedy widzimy, że jakieś metody nie działają to po prostu zwracamy się ku takim, które w mniej inwazyjny sposób, no bo tak szczerze mówiąc mi samej krzywdy nie da się zrobić.

– Monika: Tak, tak. Ja jeszcze taką jedną rzecz powiem, bo ja oczywiście przed poznaniem dźwięków jadłam tabletki i w taki sposób sobie radziłam, tak? Czyli jak mnie głowa rozbolała jadłam tabletkę, jak coś mi było to po prostu jadłam tabletkę. Ale odkąd poznałam dźwięk i zobaczyłam jak to działa, że jak mnie brzuszek boli a ja sobie miską zrobię masaż, samodzielnie, bez chodzenia na masaż to mnie przestaje boleć, to ja przestałam jeść tabletki. I od 10 lat nie zjadłam ani jednej.

– Aneta: Nawet pamiętam jak opowiadałaś jeszcze tutaj, gdzieś tam to umknęło, że na samym początku Ty miałaś problem z bezsennością.

– Monika: Tak, ja właśnie dlatego też tak poszłam w te dźwięki. Bo ja przez pół roku nie spałam  i to był okres w moim życiu kiedy ja się czułam fatalnie – no wiesz nie spać przez pół roku, no mózg jest przemęczony, nie możesz po prostu racjonalnie myśleć jak jesteś ciągle w złym humorze i jest ci źle po prostu.  Jak ja po pierwszym masażu dźwiękiem przespałam całą noc, ja się na tyle rozluźniłam, tyle w mojej głowie się rozluźniło, że ja nie miałam myśli, że ja nie miał tych natrętnych myśli, które mnie tak atakowały to ja po prostu mówię “WOW są inne sposoby, no cudownie. To jest to. Ja w to wchodzę”. To jest w ogóle rewelacyjne, że ja to odkryłam teraz – to przyszło do mnie w odpowiednim momencie, kiedy ja już naprawdę nie wiedziałam co ja mam zrobić.

– Aneta: I tak zostało przez ponad 10 lat. Cudownie.

– Monika: Tak.

– Aneta: Bardzo ci dziękuję za podzielenie się tym swoim doświadczeniem.

– Monika: A ja dziękuję za zaproszenie mnie do tego podcastu.

– Aneta: Życzę ci sukcesów na twojej nowej drodze nauczycielskiej. Mam nadzieję, że ćwiczenie, które poleciłaś spróbują nasi słuchacze, słuchaczki i zadziała dla nich.

– Monika: Tak, dziękuję. To trzeba robić a nie próbować. Dziękuję ci bardzo.

– Aneta: Dzięki.

W kolejnym odcinku porozmawiamy z Moniką Tryboń o 10 osobach, które nas mocno zainspirowały.  Czy je znacie i co ważnego nam przekazały – o tym dowiecie się już w czwartym odcinku naszego podcastu. Zapraszamy!