Odcinek 002 – praca z ciałem i rozwój – Ada Stolarczyk

To jest podcast #rozwojowy 002. Spotykamy się tu, na ścieżce rozwoju osobistego w drodze do życia w pełni. Jeśli szukasz inspiracji do lepszego życia i prawdziwych historii ludzi którzy znaleźli ścieżkę w życiu to jest podcast dla ciebie.

Czego dowiesz się z tego podcastu ?

  1. Jak zmieniło się życie Ady Stolarczyk poprzez pracę nad własnym ciałem?
  2. Dlaczego Ada zdecydowała się na pracę z ludźmi?
  3. Jak wyglądały warsztaty pracy z ciałem, które prowadziła Ada Stolarczyk?
  4. Jaka jest różnica między warsztatem a terapią?
  5. Co zrobić, kiedy czujesz dyskomfort w swoim życiu?

Posłuchaj podcastu 002:
https://www.spreaker.com/user/rozwojowy/rozwojowy-002-ada-stolarczyk-praca-z-cia

W dzisiejszym odcinku rozmawiam z Adą Stolarczyk, która jest terapeutą pracy z ciałem, prowadzi w Krakowie warsztaty i sesje indywidualne. Dowiecie się jaka była jej osobista ścieżka przez ostatnie kilkanaście lat i jakie ma teraz podejście do życia. Posłuchajcie naszej rozmowy przy kawie i w towarzystwie dwóch kotów- prowadzi Młodzikova. 

– Ada: Cześć, witam was serdecznie. Dziękuję bardzo za zaproszenie. Jestem terapeutą pracy z ciałem. Zajmuję się terapią czaszkowo-krzyżową, sesjami tre. Generalnie moja praca skupia się wokół uwalniania redukcji napięć regulacji naszego ciała. Prowadzę też warsztaty pracy z ciałem. Razem z Dorotą Hołówką założyłyśmy szkołę dla terapeutów. Jeśli chodzi o pracę z ciałem, to widzimy, że właśnie świadome podejście do ruchu, do ciała potrafi wpłynąć na to jak widzimy siebie i innych.

– Aneta: Niesamowicie dużo rzeczy robisz i większość z nas myślę, że wymagałaby rozwinięcia- natomiast dojdziemy do tego. Ale chciałabym przede wszystkim, żebyś opowiedziała jak to się zaczęło, jak w ogóle doszłaś do tego, że chciałabyś pracować z ciałem?

– Ada: No jak większość rzeczy, które powstaje na świecie wszystko rodzi się u źródełka, którym nazywa się potrzeba. Ja sama jako dziecko miałam problemy na poziomie ciała, czułam się jak za szybą, czułam też, że moja cielesność nie była taka jak innych. Byłam bardzo bardzo chuda. Okropnie się tego wstydziłam i na pewnym etapie życia zobaczyłam że brakuje mi czegoś takiego co inni mają i tym czymś były emocje. Okazuje się, że jako dziecko miałam permanentny stan zamrożenia ciała czyli takiego stanu w którym nie za bardzo mam kontakt ze swoimi potrzebami więc w sumie trudno mi powiedzieć czego ja chcę to bym chciała robić i tak dalej i dopiero praca od ciała pozwoliła mi zacząć je rozmrażać, czuć się w nim coraz bezpieczniej, lubić je,  zacząć nawiązywać z nim kontakt to pozwoliło mi nawiązać z nim potrzeby, a już te potrzeby jakby zaprowadziły mnie do tego gdzie jestem dzisiaj.

 – Aneta: Natomiast jaki był taki moment kiedy postanowiłaś, że to co robisz, to co tobie pomogło, tak rozumiem, że  zobaczyłaś w tym, że ciało jest bardzo ważne a w procesie zrozumienia psychiki tak, w procesie dotarcia do swoich emocji. Kiedy  postanowiłaś, że chciałabyś tak pracować i pomagać innym w zrozumieniu właśnie tej kwestii? 

– Ada: To się zdarzyło bardzo przez przypadek. Nie planowałam tego aczkolwiek już jako dziecko czułam, że chce pracować z ludźmi. Pracowałam w korporacji, byłam bardzo zabieganą i bardzo ważną osobą. Generalnie patrząc z perspektywy czasu wiem, że moje działanie były zbudowane na dużym poczuciu niedowartościowania i o wiele łatwiej było mi robić niż być z innymi ludźmi, dlatego relacje, które tworzyłam to były głównie relacje biznesowe, a  najchętniej relacji w których ktoś jest ode mnie zależny. Miałam takie stanowiska w których ja decydowałam. I pewnego dnia poczułam ciało, poczułam jak ono bardzo jest zmęczone, po prostu zabrakło mi siły do tego żeby już oszukiwać siebie, że dam radę, że mogę wypić kolejną kawę, że mogę wypisać RedBulla, że  mogę zapalić papierosa i to mnie ożywi i dalej będę mogła działać i być super. Kiedy moje ciało powiedziało dość, poczułam, że już tak dłużej nie mogę i wpadłam w taki strach jakby, no to co ja ze sobą teraz zrobię w ogóle, przecież nie wiem co dalej ale na szczęście to, że poczułam w ogóle to ciało było poprzedzone tym, że ja wcześniej próbowałam pracy z ciałem, poznawałam tego więc wiedziałam, że mogę się na nim osadzić.

– Aneta: Co próbowałaś?

– Ada: Zaczynałam wtedy od tantry i to było jakby takie moje pierwsze zetknięcie w ogóle z pracą z ciałem, gdzie było dużo tańca dużo wegetacji ruchowych

– Aneta: Mamy tutaj dwa koty które nam towarzyszą 

– Ada: Jedzą kwiatki i szeleszczą 

– Aneta: Myślę, że uda nam się to pociągnąć. Od tantry? Jak tam trafiłaś?

– Ada: Zupełnie przez przypadek znajomy i obecny mąż mojej przyjaciółki był w temacie i powiedział “jedźcie dziewczyny bo tam fajnie będzie, wyluzujcie się”. No i rzeczywiście jakby była to taka jakość, która pozwoliła mi poczuć moje ciało nie tylko z zewnątrz ale też od środka jako potencjał energetyczny co potem właśnie przerodziło się na to, że czułam kiedy się męczę, że już coraz trudniej było mi oszukiwać siebie, że nie szanuje ciała

– Aneta: Jakie wtedy w ogóle miałaś podejść, bo mówisz, że pracowałaś w korporacji, tak? I tu nagle tantra czy analizowałaś to w jaki sposób? Czy po prostu poszłaś na żywioł, na zasadzie “a zobaczymy jak to będzie”?

– Ada: Ja od zawsze byłam inna, byłam inna w rodzinie, byłam inna wśród znajomych i nie rozumiałam tej swojej inności. Dzisiaj myślę sobie, że to moja inność to była taka, taka ciekawość różnych rzeczy kiedy chciałam pozostawać na czymś co ktoś powiedział, że taki jest i uznać, że to takie jest. Zawsze chciałam to sprawdzić doświadczyć na sobie i to było oczywiście trudne w korporacji, ponieważ  jak tam coś jakieś jest to takie jest, ale ja zrobiłam sobie tak żeby to było takie jak ja mówię, więc to może jest jakieś bliskie słuchaczom, że czasami potrzebujemy przyjąć takie rolę, żeby przetrwać, ponieważ nie znałam zdrowego wzorca relacji. Znałam tylko taki w którym muszę zasłużyć żeby być, więc będę super, będę robić. Nie było to coś czego bym się nie bała, ale była też taka duża moja ciekawość bardzo, bardzo chciałam poznać coś nowego bo zawsze tą ciekawość miałam. Aczkolwiek jak zapisałam się potem do szkoły tantry to przed każdym kolejnym zjazdem miałam takie myśli że w sumie to bez sensu, w sumie to moje życie nie jest takie złe, w sumie to po co ja mam tam jechać i w ogóle czuć i przeżywać to wszystko- to już chyba wolę, żeby było tak jak jest. Dzisiaj wiem i sama nazywam te głosy w głowie demonami oporu, ponieważ mamy taką część w sobie, która nie chce zmian, która właśnie chce zostać w tych mechanizmach obronnych i funkcjonować jak to mówią “ch***wo ale stabilnie”

– Aneta: Jest jak jest.

– Ada: Jest jak jest. Dokładnie , można się przyzwyczaić i tak dalej. Więc jakby  dla mnie jakby to pierwsze spotkanie z życiem w ciele moim było no fascynujące- ja się tym zachłysnęłam absolutnie. No i tantra też jakby towarzyszy mi do dziś, obecnie jest moim partnerem, jesteśmy na stażu dla par, więc jakby dalej pogłębiamy tą wiedzę doświadczamy, żeby móc właśnie to też przekazywać potem dalej.

– Aneta: No właśnie, ale zrobiłaś szkołę tantry- tak? Dalej sobie pracujesz w korporacji i co dalej?

– Ada: Tak dalej pracuje w korporacji ale to było coraz trudniejsze. Im bardziej jakby czułam ciało tym to było trudniejsze i to jest nawet coś z czym się spotykam dzisiaj- osoby pracują z ciałem przychodzą do mnie i mówi “Ada ja już wolałam nie czuć, już wolałam mieć zamrożone ciało, przynajmniej miałam spokój”- bo jednak to odmrożone ciało wymaga od nas szacunku do tego ciała, jakiegoś działania, nie ma tam na pewno lenistwa ani przyzwyczajania się do czegoś tylko jednak jest ten rozwój. Więc już coraz mniej mogłam tam pracować, czułam, że się męczę, czułam, że nie chce mi się, nie mam nie wiem straciłam serce do tego. No i jak to zawsze bywa zawsze jeśli o czymś bardzo myślimy to to przydarza się w naszym życiu więc zostałam zwolniona, co oczywiście znowu spowodowało, że się przestraszyłam, że mnie to przeraziło ale już miałam na tyle zbudowany kontakt z ciałem i na tyle dużo zaufania, że zorientowałam się, że ta początkowa panika co to teraz będzie, bo jakby znika wszystko co znam i wszystko na czym budowałam to kim jestem znika to w moim ciele pojawił się spokój. Taki spokój, którego nie doświadczyłam będąc taką super w korporacji. Miałam w sobie równocześnie, to też jest bardzo ważne, że możemy równocześnie być przerażeni i czuć spokój, bo jesteśmy bardzo złożonymi jednostkami. Jakoś po prostu wiedziałam że muszę ufać i ufałam, ufałam. Zmieniłam wtedy miasto przeprowadziłam się z Wrocławia do Krakowa, gdzie po prostu wszystko zaczęłam od początku. Nikt nie znał tamtej Ady, więc łatwiej mi było funkcjonować w oparciu o to jak teraz siebie czuję, jak teraz chcę siebie wyrażać niż we Wrocławiu gdzie spotykałam się z pytaniami “Co ci się stało?”, “Co ci się dzieje?”, “Ale o co ci chodzi?”, “Nie poznajemy cię” więc jakby to było bardzo duże ułatwienie, że mogłam tak właśnie tak naprawdę zacząć wszystko od początku. No i po prostu zaczęły dziać się cuda. Zaczęłam spotykać ludzi, którzy mieli przestrzeń na to, żebym ja już mogła prowadzić jakieś mikro warsztaty, wtedy też spotkałam Dorotę Hołówkę z którą do dziś jakby tworzymy przestrzeń nowej psychologia. No i wtedy też założyłam wysokie wibracje. Ta nazwa też sama jakoś – wpadłam w taką przestrzeń zaufania, że świat chce dla mnie jak najlepiej, że zaczęły się dziać po prostu same piękne rzeczy. Potem przyszedł taki moment, w którym poczułam, że już nie mieszczę tego dobrego, już mam tak dużo, że albo odzywały się mechanizmy pod tytułem “nie zasługuję” albo “nie można tak” albo czy ”nie za dobrze” jakieś tam były słówka, więc one mnie tak uziemiały. Bywały wtedy takie doświadczenia, które mi jednak pokazywały, że no na pewno nie jest tak łatwo, nie ma cudów ale jakoś potrafiłam wstawać z tego bo pamiętałam, że jak będę ufać to wszystko mi będzie sprzyjać tylko ja nie mogę o tym zapomnieć bo wtedy widzę przeszkody a nie widzę możliwości. No i w Krakowie tak naprawdę zaczęłam właśnie robić mikro warsztaty, tam też zaczęłam psychoterapia Gestalt, poszłam do jednej szkoły. Potem zrobiłam terapię czaszkowo-krzyżowa, więc jakby zaczęłam budować bazę wiedzy na temat tego jak można zbliżać nas do ciała i czuć się w nim bezpiecznie. Jak komunikować swoje potrzeby, jak stawiać granicę ale też jak świadomie żyć- właśnie nie w tym lenistwie wygodnym tylko w kreatywnej świadomości.

–  Aneta: Co było tym motorem do tego, że zdobywałaś kolejną wiedzę?

– Ada: Na początku, na samym początku, jeszcze jak byłam na tantrze we Wrocławiu, robiłam vedic art i różne tysiące innych rzeczy– to był taki okres, który mówi się, że jest niezbędny w rozwoju osobistym- czyli wpada się w taki- ja wpadłam w taki rurociąg rozwoju, że generalnie nie było mnie tylko był proces za procesem, dużo warsztatów, więc ja tam jakby trochę myślę że przez rok czasu nie miałam jakoś życia osobistego tylko miałam życie warsztatowe. Tam też jakąś figurą byłam na tych warsztatach- zawsze dużo ludzi poznałam, wspaniałych cudownych (część z nich jest dzisiaj ze mną obok mnie). I po tym roku przychodzi taki – ja miałam taki czas takiego rozwoju wstrętu, czułam, że nie tknę żadnej książki, że mam dosyć tych wszystkich bzdur, że to są wogóle jakieś nie nie nie nie nie. Marzyłam o tym, żeby iść na wino na łąkę, żeby spotkać się, pójść do kina i porozmawiać o przecenach w Tesco. I to trwało jakiś czas, ja się tym nasyciłam i znowu poczułam taką tęsknotę za spotkaniami z żywymi ludźmi- czyli takimi spotkaniami, w których ja się czuję widziana, ja mogę zobaczyć tą drugą osobę, jest tam jakiś czynnik ludzki, szczerość, emocje. No i to gdzieś zaczęłam równoważyć, żeby w życiu mieć  i wino i proszki do prania i to co jest po prostu życiem, ale też jakby tą część taką w której można świadomie, kreatywnie- gdzie jest po prostu zabawa tym wszystkim.

– Aneta: To ciekawe porównanie, żeby mieć i wino i proszki do prania. Świadomie i kreatywnie. Ale to jest taka esencja, bo u ciebie trwało to rok- niejednokrotnie jest tak zwłaszcza, jak jest dużo tych metod. Teraz jest ogromny wybór, że można wpaść właśnie w takie ćpanie tych warsztatów nie- jest jakieś określenie drugging – po prostu człowiek od jednego do drugiego warsztatu jeździ bo uważa, że cały czas coś jest do naprawienia.

– Ada: Tak i to jest absolutnie pierwsza rzecz o której zawsze mówię, że jeśli ktokolwiek przychodzi i czy to do gabinetu czy to na warsztaty to nie przychodzi tu po to, żeby się naprawić bo nie ma absolutnie nic do naprawy. Jedyne co potrzebujemy zrobić to na tyle poszerzyć świadomość siebie i swoich mechanizmów by wszystko to co nie jest prawdą o nas mogło odpaść. I ja to nazywam właśnie, że jest zwój i rozwój. I taką kolejną rzeczą, którą też zawsze powtarzam to jest jeśli ktoś powie, że ci pomoże albo, że zna sposób jak zrobić żebyś był szczęśliwym człowiekiem i zna jedną jedyną metodę i tylko on ci może pomóc to uciekaj- bo myślę sobie, że czerpiemy z siebie nawzajem -nasze systemy nerwowe działają też na zasadzie lustrzanych neuronów,  więc jakby przebywanie z osobą, która ma wyregulowany system nerwowy, która ma jakieś takie poczucie sensowności celu już wpływa na naszą biochemię organizmu.

– Aneta: No właśnie, więc tutaj mówisz, że w pewnym momencie jeżeli za dużo tego i tych warsztatów, tych metod rozwojowych, gdzieś tam kolekcjonujemy no to nie widzimy tego głównego problemu tak, że coś próbujemy na przykład zrekompensować, tak?

– Ada: Tak, a poza tym warsztaty rozwojowe czy rozwój osobisty świetnie pomaga nam nie patrzeć tam, gdzie potrzebujemy popatrzeć, żeby pójść do przodu. Pracuje już ponad 10 lat nawet 12 i 15 ale widzę, że o wiele łatwiej jest nam jako ludziom generalizuje teraz- obracać się wokół tego co trudne niż wyjść do tego co lekkie i radosne. Mimo, że wszyscy deklarujemy, że chcemy lekkości, radości i spełnienia to widzę w pracy z ciałem w pracy z ludźmi, że to bycie w tym trudnym przywołuje o wiele więcej poczucia bycia widzianym, bycia zaopiekowanym niż bycie samodzielnym w tej radości. Więc to są bardzo sprytne mechanizmy, które jednak trzymają nas nieświadomie właśnie w tym, żeby ciągle się rozwijać- co też się mówi, że ciągle, ciągle jakby uczestniczyć w jakiś warsztatach i się właśnie- ty to tak pięknie nazwałaś- NAPRAWIAĆ. A tu naprawdę nie ma nic do naprawy, my potrzebujemy zbudować świadomość tego kim jesteśmy, świadomość dorosłej części w sobie, świadomość kochanka w sobie, świadomość mordercy, świadomość matki i świadomość ojca, świadomość przyjaciela i tak dalej i tak dalej- a niekoniecznie szukania co jeszcze muszę zrobić żeby coś się stało.

– Aneta: Powiedz jakie jest takie zdrowe podejście do rozwoju osobistego, gdzie jest ten konsensus pomiędzy czymś co nam sprawia radość, że poszerzamy naszą świadomość a tą ślepą strefą gdzie nie widzimy problemu i szukamy ciągle nowych rozwiązanie na siebie?

– Ada: Myślę sobie, że zdrowy rozwój osobisty to jest taki, który poszerza naszą świadomość daje jakąś refleksję, daje uczucia rzeczywiście w ciele jakiejś innej jakości, ale rozwój osobisty, który powoduje, że ja wiem, że muszę jeszcze coś zmienić, żeby to było lepsze. Może być dosyć niebezpieczne bo właśnie ja jestem fanką miareczkowania małych kroczków, ale my  w dzisiejszym świecie w ogóle nie jesteśmy nauczeni czy nawet wyedukowani, że metoda małych kroczków jest najskuteczniejsza. My chcemy dużo od razu- dzisiaj nawet miałam taką klientkę, która jednocześnie robi sesję tree u mnie, u kogoś terapię czaszkowo-krzyżową, jeszcze jest na jakiejś grupie i jeszcze coś tam robi. Ja po prostu pomyślałam “Wow, przecież taka osoba nie ma możliwości zauważyć jak działa na nią konkretne narzędzie” i proszę nie róbcie sobie tego, bo wtedy robię dużo- coś zadziałało i znowu chce robić dużo. Nasz system nerwowy nie ma kiedy się wyregulować, nie ma kiedy odpocząć i my nie umiemy potem żyć normalnie, bo cały czas musi się coś dziać i cały czas musi być super a właśnie świadomość tego, że życie jest całym wachlarzem i całym spektrum i w życiu nie zawsze jest super i w ogóle celem rozwoju osobistego nie jest to, żeby było super w twoim życiu- tylko celem rozwoju osobistego jest to, żebyś właśnie lepiej sobie radził, lepiej sobie radziła z tym kiedy jest trudno. Czyli budowanie pojemności na te rzeczy, które chcemy zamieść pod dywan, od których właśnie uciekamy. To w rozwoju osobistym je bierzemy, kładziemy na tacę i oglądamy. “Aha, to ja dlatego postępuje w ten sposób”. Bo kiedy ja nie chcę się zatrzymać i nie chcę na to popatrzeć to będę potrzebowała zrobić 3000 innych rzeczy, żeby było mi jednak fajnie, żeby tylko nie poczuć tego trudnego, ale to jest jedna wielka  gonitwa, jedno wielkie uciekinierstwo.

– Aneta: To też jest tak, bo ty oferujesz bardzo szeroki zakres tak, więc nawet trafiając  na Adę Stolarczyk można po prostu przez cały rok, cały komplet różnych doświadczeń zebrać. Natomiast wydaje mi się też tak, że w tym zdrowym rozwoju, kiedy otwierają nam się klapki na pewne zachowania, które u nas było albo nieświadome albo mieliśmy z czymś problem, to też czasem po prostu to jest otwarcie się na nowe doświadczenia tak? Ty oferujesz zarówno u ciebie, z Tobą można malować tak? przy wedigard. Ale można też po prostu położyć się na łóżku i odczuć te przepływy energii czaszkowo-krzyżowej tak? i pootwierać tam jakieś klapki w swoim ciele- nie? Więc, ten rozwój nie musi się zakończyć w tym momencie jak zrozumiemy mechanizmy, które nas blokowały tylko może być też poszerzaniem właśnie doświadczeń życiowych. Jak uważasz?

– Ada: Wiem, wiem o co mnie pytasz, wiem co mówisz, ale zacznę od tego, że zrozumienie tego co się dzieje u nas to jest 10%, że nawet bardzo często jest tak, że trafiają do mnie właśnie osoby, które bardzo dużo rozumieją już co się u  nich dzieje, dlaczego i po co. Natomiast dalej mają poczucie, że dalej w ich życiu się nic nie zmienia. I tak właśnie to jest 10% to zrozumienie, bo tą pozostałą częścią jest zlokalizowanie też tych napięć w ciele, ale głównie to jest zbudowanie zasobu tej dorosłej zdrowej części w sobie, która bierze odpowiedzialność za decyzje, które podejmuje w swoim życiu. Bo ja mogę mieć niechęć do przebywania na przykład w żółtych pomieszczeniach ale żeby dostać pracę muszę przejść przez bardzo długi żółty korytarz i to jest jakby mój świadomy dorosły wybór, że okej to ja przyjdę teraz przez ten korytarz, znajdę sobie jakieś narzędzie(na przykład policzę do stu od tyłu) czy tam właśnie jakoś tak, żeby zająć umysł i tam zaniosę to CV, czy pójdę na tą rozmowę kwalifikacyjną wiedząc i biorąc odpowiedzialność za to, że muszę przejść kawałek, który będzie niewygodny dla mnie. Bo niestety często jest tak, że nam się wydaje, że jak już zaczniemy się zajmować rozwojem osobistym to ja po prostu będę stała i to sami do mnie przyjdą i mnie po proszą, żebym zaczęła pracować.  Zdarza się tak, oczywiście ale jakby głównie chodzi o to, żeby móc budować zasób takiego dorosłego w sobie i wiedzieć, że moje czyny mają jakieś konsekwencje za które ja biorę odpowiedzialność a nie już mama, tato, nauczyciel czy koleżanka, która się śmiała ze mnie w klasie.

– Aneta: Ale to świetne porównanie użyłaś, w sensie tego właśnie, że okej przejdę przez ten korytarz ale na przykład nie pomaluje sobie ścian w pokoju na żółto- tak?

– Ada: Dokładnie tak.

– Aneta: To jest właśnie też esencja tego, że ten rozwój nie kończy się w momencie właśnie zrozumienia tych mechanizmów tak?- tylko dopiero wtedy się zaczyna, wtedy jesteśmy w stanie świadomie przejść przez pewne procesy w życiu.

– Ada: Tak, dokładnie tak. Ostatnio nawet rozmawiałam ze znajomą, która po 15 latach urodziła drugie dziecko i wspominała to niezbyt radośnie. I się pytam jej “Hej, jak jest teraz?” a ona mówi “Ada,  świadome macierzyństwo to jest coś wspaniałego”. I myślę sobie, że to co już daje nam możliwość przeżycia to w sposób świadomy ma zupełnie inny smak. 

– Aneta: Tutaj sama przeszłaś swoją ścieżkę i wiele rzeczy jakby na swój temat zrozumiałaś i to było bazą do tego, żeby zacząć pracować z innymi ludźmi. A dlaczego teraz to robisz?

– Ada: Jeszcze tylko, jeszcze mi się skojarzyło a propo tego wszystkiego co rozmawialiśmy, że jeszcze kolejnym celem rozwoju osobistego jest autentyczność. Mówię to dlatego a propo tych Guru, bo ja pamiętam jak przychodzili do mnie ludzie i dziwili się, że ja na przykład choruje albo, że ja na przykład “Ale to, Ada ale to ty chorujesz?” A ja mówię “no tak, jakby jestem ludzka, jestem człowiekiem”. Bo gdzieś to wyobrażenie o tym jaka ja to jestem wysoko wibracyjna, jakby było takim też pretekstem, do tego żeby dążyć do jakiegoś wyobrażenia siebie w kimś innym. I właśnie jakby to świadome życie jest też jakby pełnej trudności i wyzwań. Ja też jakby odpowiadając teraz na twoje pytanie zajmuje się tym do dzisiaj, ponieważ mnie to fascynuje, mnie to niesamowicie kręci, jestem absolutnie zafascynowana tym jak działamy, dlaczego tak działamy, jak nasze ciało się zmienia, zachowuje, pracuje- bo to nie jest nic co jest oczywiste. Jakby w mojej pracy non stop czuję się zaskakiwana. Uważam, że każdy z nas jest takim kufrem pełnym skarbów i po prostu każde spotkanie to jest wyciąganie kolejnego skarbu i takie “Wow, to ty takie rzeczy masz w sobie wow”. I sama też ciągle się rozwijam, ciągle się dowiaduję nowych rzeczy, łapie zajawki  i to jest świetne naprawdę. A to po czym rozpoznaje, że nie jest  tym co kiedyś to jest to, że oprócz tego kawałka jestem też usatysfakcjonowana w pełni ze swojego życia osobistego, które jakby, w którym jest jakby wszystko to czego potrzebuje, żeby żyć  też w codzienności jako spełniony człowiek.

– Aneta: Nazwałaś swoją działalność “wysokie wibracje”. Co to jest? -tak wiesz od podstaw.

– Ada: Jak wam powiem jak powstała ta nazwa to wyjdę na świra, ale okej.  Nazwa i w ogóle cała strona wysokie wibracje powstała w jedną noc. I zadziało się to po którymś z warsztatów Weddingart, gdzie samą esencją tych warsztatów jest poznawanie zasad wedyjskich a raczej stawanie się tymi zasadami czyli jakby odkrywaniem swojego potencjału- to jest takie bardzo ogólne i bardzo wyświechtane ale rzeczywiście jakby przypominając sobie o własnym rytmie, o tym, że jestem, o tym o swoich granicach – jakoś te zasady jakby kończą się na na takim połączeniu z czymś więcej niż ja sama. I ja sama po prostu po jednym z takich właśnie po prostu weszłam w jakiś rodzaj połączenia wstałam, mieszkałam w studenckim mieszkaniu jeszcze wtedy, gdzieś tam na stancji z baristą i wstałam o 1:00 w nocy usiadłam na łóżku i dostałam takie wysokie wibracje. Więc jakby nie wymyśliłam tego, nie mam takiego poczucia. Wzięłam wtedy komputer, zaczęłam pisać w ogóle treści, które wydaje mi się, że spływały po prostu przeze mnie. Dzisiaj sobie myślę, że to jest super nazwa bo ona zawiera w sobie właśnie te wysokie wibracje, czyli co już nam hawkin zmierzył, czy każdy stan, emocje, ma jakieś swoje wibracje i im wyżej wibrujemy tym szerszą mamy świadomość i tym jesteśmy bardziej wolni od ograniczeń. I chyba właśnie o to chodziło, że te wysokie wibracje to jest umiejętność (tak sobie dzisiaj, teraz myślę na świeżo), że to jest też taka umiejętność własnej regulacji do takiego poziomu, który pozwala mi być w miarę wolnym człowiekiem.

– Aneta: A czy Ty jesteś cały czas w wysokich wibracjach?

– Ada: Nie. Oczywiście, że nie. Mam czasami bardzo niskie wibracje i nie stosuje żadnych technik, których uczę bo mam wszystkiego dość i mi się nie chce. I dzisiaj umiem to zaakceptować i umiem to przyjąć i nie chcę z tym walczyć. I to nazywam bycie wolnym człowiekiem i właśnie wtedy jestem wysokowibracyjna, kiedy nie chce walczyć z tym co jest. Bo jak czuje się “wkur*****” no to jestem całą sobą i jestem w tym autentyczna. I to jest wspaniałe, bo kiedyś kiedy jeszcze nie miałam dostępu do swojej złości, bo nie miałam dostępu do patrzeb, kiedy mogłabym poczuć złość ale nie miałam do tego dostępu to albo wchodziłam w autoagresję (stąd są wszystkie Hashimoto, które też przeszłam i już też wyszłam  z tej przypadłości) to ja musiałam włożyć ogrom energii w to, żeby nie czuć tej złości i zastąpić to jakimś uśmiechem, działaniem, może smutkiem ale nie mogłam być wtedy spójna w relacji z drugim człowiekiem, ani w relacji z samym sobą. I to pożerało mnóstwo energii. I dzisiaj jestem autentycznie szczęśliwa z tego powodu, że jak jestem smutna to jestem smutna, jak jestem radosną to jestem radosna, jak jestem smutna i radosna to jestem smutna i radosna i nie muszę już sama przed sobą udawać, że jest inaczej niż jest.

– Aneta: Czyli esencją jest to, żeby zaakceptować ten stan, w którym jesteśmy świadomie, niekoniecznie od razu uciekać się do jakichkolwiek poznanych technik, żeby podnieść te wibracje- tak?

– Ada: Tak, tak, tak. Myślę, że podniesione wibracja to są takie, które są spójne. To, że nauczył, że pierwszym tym stopniem jest to, że ja uczę się tego sama z sobą ale tym kolejnym czynnikiem, który pozwala nam jeszcze bardziej regulować swój system nerwowy to jest to, że ja będąc w konkretnym kiedyś trudnym dla mnie stanie, albo teraz dla mnie trudnym stanie (jakim jest bezsilność) potrafię być w relacji z drugim człowiekiem. Bo bardzo często jest tak, że ja na przykład jestem bardzo smutna ale nie umiem być z tym- tylko umiem być ze sobą- więc jak jestem smutna to się zamykam w domu, z czekoladą, z herbatą i świat dla mnie nie istnieje. Jak mija mi smutek to mogę wyjść do świata i być znowu szczęśliwa. Ale właśnie, w  tym do czego dążymy, w tym rozwoju osobistym- tak jak ja pracuje, jest to, że kiedy ja jestem smutna to ja oceniam czy ja potrzebuję zostać sama i tak wybieram czy właśnie chcę, żeby dzisiaj ktoś przy mnie był. I potrafi być z tą emocją, która jest i być w relacji. I tu wchodzi kolejna rzecz, że te emocje przestają mnie zabierać, czyli jak ja jestem smutna- już zostanę przy tej emocji- to nie jest tak, że ja się zapadam właśnie w ten smutek i już nic nie istnieje tylko jest jedna wielka smutna otchłań i wtedy nic nie ma prawa być innego niż ten smutek to też robią jakieś triki rozwojowe, żeby tam zostać z tymi.  Ja to mówię, że nie zapraszam emocji na herbatę. A może być tak, że po prostu czuję się smutna ale umówiłam się z kimś, jakby idę na to spotkanie i jestem na tym spotkaniu. Czyli żyję, jestem w jakiś tam relacjach ale jestem też w kontakcie ze smutkiem. No ja mówię, słuchaj no “dzisiaj, dzisiaj jestem tak”. I to jest super i to daje właśnie dużą wolność i to powoduje, że odzyskujemy żywotność- bo przestajemy chcieć (wczoraj usłyszałam super porównanie), że stoimy na torach i jedzie bardzo szybki pociąg Pendolino. I my i to jest powiedzmy jakaś emocja -zostanę przy tym smutku- i my stajemy na tych torach zakasamy rękawy i mówię “teraz to zatrzymam”. I to jest jakby wspaniała metafora, bo dzisiaj jestem na takim etapie, w którym sobie schodzę z tych torów, rozkładam sobie kocyk, robię piknik i patrzę jak ten pociąg przejeżdża. I po prostu życzę nam wszystkim właśnie takiego stanu, że po pierwsze odzyskuje dostęp do swoich emocji, po drugie uczę siebie przepuszczać je przez ciało, dawać do relacji i patrzeć na nie z boku a nie stawać się nimi.

– Aneta: Ty też właśnie tego uczysz na warsztatach, w sensie przeżywania tych emocji w taki nie oceniający sposób, nie?

– Ada: Tak, tak, tak. No, zdecydowanie jakby myślę, że jednak uczę tego jak żyje- więc tak- to jest bardzo ważna rzecz. I to jest właśnie akurat super właśnie w warsztatach, że w grupie  mogę się obejrzeć po prostu- po pierwsze, że nie jestem sam/sama z tym, że mi trudno z czymś -po drugie jak mi trudno najczęściej widzę, że trudno nam jest też ze złością, z wydobywaniem, z krzyczeniem, ze złoszczeniem się- jak mamy takie zawsze medytacje aktywne na początku i ktoś po prostu może zobaczyć, że “wow to jego darcie mor**, takie krzyczenie się, jakby ludzie nie umierają od tego”- bo ja mam takie doświadczenie czyli ten uczestnik warsztatów może mieć, że tego nie można było nigdy robić. I on ma zapamiętane w ciele, że jak ja krzyknę to się rozpadnę albo świat mnie znienawidzi- czyli ten rodzic. I nagle muszę zobaczyć “wow, to tak się da”. I super jest to, że mogę przyjść na takie warsztaty i nie zrobić nic z tego co proponuję. I to jakby jest najważniejsze, że mogę nie przekroczyć siebie ale mogę poobserwować i zobaczyć, że być może kiedyś to będzie dla mnie dostępne. Bo niestety też często jakby jest tak, że no na tych warsztatach ludzie się przekraczają- czyli wszyscy krzyczą to ja też będę krzyczeć, tylko to znowu jest bez kontaktu z ciałem. A my cały czas jakby po to po to pracujemy, żeby robić mniej, ale w kontakcie.

– Aneta: No właśnie, powiedz troszkę więcej o warsztatach- bo to jest też taki  bardzo modny temat a jednocześnie ciągle gdzieś tam powiedzmy, że można mieć opory przed pójściem na “Od lęku do radości życia”. Myślisz, że nie masz tych lęków. Powiedz jak to wygląda z jakimi najczęściej spotykasz się motywacjami osób które przychodzą do ciebie na warsztaty. Dlaczego przyszły? i Jakie najczęściej właśnie mają problemy, tak? Oczywiście, nie zagłębiając się ale jakbyś mogła to ująć w jakieś ramy. 

– Ada: Myślę że najczęściej przychodzą osoby które czują dyskomfort w swoim życiu i tak jak na przykład mamy właśnie warsztaty “Od lęku do radości życia” co uważam, zawsze to powtarzam razem z Dorotą, że no to nam się wydaje to najodważniejsze w ogóle osoby jakie znamy, bo ktoś przychodzi nie dość, że na pracę grupową to jeszcze na warsztat, gdzie wie, że będzie patrzył na lęk. A lęk jest stanem który pojawia się w momencie kiedy nie chcemy czegoś już czuć, nie chcemy na coś patrzeć. Więc jakby ta część która chce się wyregulować musi być mieć duży zasób, musi być bardzo dobrze zbudowana, że taka osoba przychodzi na taki warsztat. Więc to są osoby które doświadczają jakiegoś właśnie dyskomfortu albo wiedzą, że praca z ciałem działa. Czasami są to osoby, którym fizycznie się dzieje coś na poziomie ciała a z punktu widzenia nauki i medycyny wszystko jest okej. Wtedy gdzieś usłyszą jakiś komunikat, że “Ej ale jak popracujesz sobie z ciałem i z emocjami to to Ci puści”,  to najczęściej są bóle głowy, migreny, bóle kręgosłupa, wędrujące bóle no i rzeczywiście tak jest, że  dotykając jakby tych miejsc, gdzie nie da się patrzeć, ciało przestaje dawać komunikaty w postaci bólu. 

– Aneta: Czyli najczęściej to jest dyskomfort psychiczny albo w ciele i te osoby postanawiają odważnie wejść w to, tak? Skonfrontować się, tak? 

– Ada: Tak, tak mówiąc z takim przykładami to albo to jest to jest ktoś kto na przykład  już się męczy w swojej pracy, ale nie wie co dalej, albo ktoś kto ma jakiś kryzys w relacji, albo ktoś kto jest bardzo długo sam, czyli ktoś kto znajduje się w takiej sytuacji życiowej, która mu nie odpowiada i ma tą świadomość albo pomysł, że właśnie ta praca z ciałem, czyli pogłębienie wiedzy o sobie pozwoli mu podjąć kroki i decyzję, które go przybliżą do tego miejsca gdzie chcę być. 

– Aneta: Powiedz czym się różni warsztat od terapii?

– Ada: No warsztaty które robię z Dorotą Hołówką są warsztatami na których odbywa się psychoterapia przez ciało.

– Aneta: Przepraszam, jeżeli ktoś by stanął przed wyborem, tak? Idę na warsztat czy idę na terapię taką indywidualną? 

– Ada: A to bardzo wiele czynników na to wpływa zależy od naszej gotowości, czasami ktoś kto pomyśli sobie, że ma pracować w grupie, no to jest wręcz niemożliwe, ponieważ jest jeszcze taki moment w życiu, że mogłyby być jakieś lęki spowodowane właśnie przed odrzuceniem w grupie. Więc jakby wtedy dobrze jest zacząć od terapii indywidualnej, żeby swój system nerwowy wyregulować, żeby bardziej poznać swoje mechanizmy i zbudować chociaż jedną zdrową relację, w której mogę doświadczyć, mogę wyrażać swoje emocje, mogę wyrazić swoje granice, mogę być widzianym, mogę dawać siebie widzieć. Praca grupowa jest dla osób, które czują, że chcę się porozglądać innych, chcę po prostu zobaczyć te wszystkie lustra na sali, ale też są dla osób, które niekoniecznie bardzo często przychodzą.  Osoby którym trudno wypowiedzieć się w grupie, ale też już potrafią to powiedzieć jak to powiedzą to pierwsze napięcie jakby uchodzi i sobie pomalutku wchodzą grupę. Więc zajęcia indywidualne bardzo są dobre jeśli chodzi o własną regulację tą pierwszą w systemie nerwowym, ale zajęcia z ogromnym potencjałem do tego, żeby lepiej się przyjrzeć takiemu szerszemu funkcjonowaniu w ogóle w społeczeństwie więc to chyba zależy od tego jak ktoś po prostu czuję, że jest to dostępne dla niego. 

– Aneta: A powiedz jeszcze raz trochę o twojej zmianie, tak? Bo już kilkanaście lat jesteś w tym rozwoju osobistym sama ciągle poznajesz nowe rzeczy. Czy pamiętasz w ogóle jeszcze te czasy kiedy nic nie wiedziałaś? Jak to życie z perspektywy lat pracy ze sobą się dla ciebie zmieniło? 

– Ada: O losie zmieniło się bardzo pod tym kątem, właśnie to co dawałam tą metaforę z tym pociągiem, że naprawdę ostatnio nawet, parę tygodni temu miałam jakiś taki potężny regres, że powróciły absolutnie wszystkie mechanizmy obronne od tego właśnie, że nie mam czasu na nic, że mój kalendarz był nagle patrzę na kalendarz tydzień wypełniony po prostu po brzegi co już mi się nie zdarzyło przez kilka dobrych lat – więc to takie uczucie, że nie mam czasu. Jakieś mnóstwo, mnóstwo, mnóstwo emocji bardzo trudnych zalało mnie z każdej strony. Usiadłam i sobie pomyślałam “wow, ale tego dużo, to jest po prostu wszędzie”, pomyślałam sobie “no dobra no jest jak jest, ja tego na pewno nie będę zapraszać na herbatkę, nie będę tego rozgrzebywać, po prostu widzę to, pozwalam sobie w ciele to odczuwać ale jestem w stanie funkcjonować normalnie, jestem w stanie chodzić do pracy, spotykać się ze znajomymi, widzieć moje kotecki I to jest ta różnica bo myślę sobie, że jeszcze 10 lat temu mimo że już na ścieżce rozwoju, zajęłabym się każdym z tych tematów i jakoś miałabym potrzebę może to rozwiązać albo zrozumieć, a jednak budowanie przez tyle lat tej wiedzy o sobie powoduje, że okej no jakby znam to, pamiętam, niech przepływa przez ciało. Także to jest ta na pewno ogromna różnica, że jest lżej zdecydowanie i też taka świadomość myślę sobie, że naprawdę mam takie żyje tak jak chcę w sensie że jak myślałam sobie 6 czy 5 lat temu, gdyż chcesz moją wielką fascynacją jest praca z intencją, czyli świadomość tego dokąd idę i tutaj kolejne cienka granica nie chodzi o to, że stawiam sobie ciągle cele bo mi ciągle mało i ciągle chce więcej ale, że mam świadomość dokąd zmierzam, gdzie chcę iść, żeby moja podświadomość, moja świadomość, mój mózg mógły dawać mi wskazówki, możliwości, które mogę wykorzystać by zrobić kolejny krok oraz żeby mogły pojawić się też te przeszkody, które powodują, że jeszcze fajniej jestem. Więc z perspektywy czasu myślę sobie, że to uczucie też  spokoju jest o wiele większe, że kiedyś chyba bardziej szukałam radości i takiego zadowolenia a dzisiaj takim przeważającym moim stanem jest spokój, z którego płynie radość.

 – Aneta: Niesamowicie słucha się tego wszystkiego i w ogóle rozmawia z Tobą. Ja jeszcze miałam przygotowane kilka ładnych pytań spokojnie zajełybyśmy kolejną godzinę. Natomiast kończy nam się czas myślę, że na sam koniec tutaj z Moniką wymyśliłyśmy, że z każdą osobą którą będziemy rozmawiać poprosimy ją o jakieś ćwiczenie, które nasi słuchacze wykonać. Czy mogłabyś coś takiego podsunąć, co technikę, ćwiczenie, co Tobie pomaga?

– Ada: Tak, oczywiście. Bardzo, bardzo chętnie. Pierwszą rzeczą, czyli takim gotowcem który jest w ogóle już w internecie to jest medytacja poczucia bycia kochanym, ponieważ uwielbiam pracować wizualizacją i medytacją w kontakcie z ciałem i to jest super medytacja, ona jest bardzo krótka, która pozwala właśnie namiareczkować sobie pojemność na uczucie bycia kochanym, co jest absolutnie jakby ważne i kluczowe, więc to jakby bardzo polecam. Dam ci link też będziesz mogła umieścić, natomiast tak sobie myślę, że tak na szybko jeszcze zainspirowana dzisiejszymi sesjami swoimi, bardzo często mamy trudności w relacjach. W relacjach z dziećmi,  z partnerem generalnie z kim byśmy nie pracowali to na końcu jakby dochodzimy do relacji czy z samym sobą i jeśli macie tak, że macie jakąś relację, ważną, bliską trudną to polecam szczególnie, to są te partnerskie relacje to polecam na przykład jak to jest kobieta i mężczyzna. Kobieta się wkurza na tego chłopa, że jest taki i owaki, śmaki i nie robi tego i tamtego i najczęściej dzieje się to dlatego, że my też pokoleniowo mamy wgrane, żeby jednak tych facetów przydusić, żeby nie Poczuli swojej męskości i znowu nie poszli na wojnę niż właśnie ich wzmocnić, żeby oni stanęli w tej męskości i byli gotowi i pójdę z twoim celem. Więc jeśli masz taką osobę, a możesz stać w tramwaju możesz położyć się w domu, to zależy jak łatwo jest ci wejść w  wizualizację, przed snem na przykład po prostu zobaczyć tą osobę, tak jak chciałabyś/chciałbyś ją widzieć, silną, mocną. Czy swoją partnerkę w jakiś sposób może łagodniejszą, silniejszą czy twoje dziecko, które postrzegam jako punkowe albo jakoś które sobie z czymś nie radzi I po prostu zobaczyć je silne i naprawdę na poziomie emocji, na poziomie pola ta osoba dostaje ogromny zastrzyk, nawet na poziomie mięśniowym. Bardzo wam polecam, dosłownie kilkadziesiąt sekund zobaczyć tą osobę z którą jest ci trudno, tak jak chciałbyś ją widzieć.

 – Aneta: Dziękuję ci bardzo. Mam nadzieję że te ćwiczenia będą pomocne dla naszych słuchaczy. Oczywiście dziękujemy. Gdzie Cię możemy spotkać i mamy nadzieję, że twoja dalsza ścieżka będzie jeszcze bardziej pełna będziesz dalej czerpać ogromną satysfakcję ze swojej pracy. 

– Ada: Dziękuję bardzo i życzę nam wszystkim zabawy, zabawy i zabawy. Bo tak na końcu tego wszystkiego właśnie Liczy się zabawa. 

– Aneta: Dzięki wielkie.

Mamy nadzieję, że historia Ady była dla was ciekawa i może uda się wam  wypróbować ćwiczenia od niej. Zachęcamy do odwiedzania linków w opisie i wysłuchania kolejnego odcinka, w którym poznacie  ciekawą kobietę dla której ciągły rozwój to siła napędowa. Do usłyszenia.