Odcinek 001 – Nasze ścieżki – Aneta i Monika

To jest podcast #rozwojowy 001. Spotykamy się tu na ścieżce rozwoju osobistego w drodze do życia w pełni. Jeśli szukasz inspiracji do lepszego życia i prawdziwych  historii ludzi, którzy znaleźli swoją ścieżkę w życiu – to jest podcast dla Ciebie.

Czego dowiecie się z podcastu #rozwojowy 001?

W tym podcascie dowiecie się jak Aneta i Monika poprzez swój rozwój osobisty doszły do tego momentu w życiu, w którym się aktualnie znajdują. Poznacie co je skłoniło do tego, aby wybrać taką właśnie ścieżkę rozwojową? A także dowiecie się jak to się wszystko zaczęło.

Posłuchaj podcastu 001:
https://www.spreaker.com/user/rozwojowy/rozwojowy-001-nasze-sciezki-aneta-i-moni_2?utm_medium=widget&utm_source=user%3A12841244&utm_term=episode_title

– Aneta: Cześć, witajcie. Tak jak obiecałyśmy, jesteśmy dziś we dwie. Opowiemy wam dziś trochę o swoich ścieżkach- ja zapytam Monikę, Monika będzie wypytywać mnie jak to wyszło, że jesteśmy tutaj gdzie jesteśmy. Sporo czasu minęło zanim zaczęłyśmy ten rozwój osobisty, a Monika ma zdecydowanie tutaj większy staż ode mnie także myślę, że dam jej najpierw pierwszeństwo, żeby opowiedziała o tym jak to się u niej zaczęło. 

– Monika: Nie widzicie teraz mojej miny ale zrobiłam takie jedno duże oko drugie mniejsze bo zastanawiam się co to znaczy mieć “większy staż”- powiedz mi jeszcze raz co to znaczy dla ciebie?

– Aneta: Wiesz co, z tego co mówiłaś- jakkolwiek nie znamy się, aż tyle lat odkąd zaczęłaś swój rozwój osobisty. Natomiast  u mnie ten rozwój zaczął się w momencie, kiedy pojawiły się dzieci, jak zaszłam w ciążę. A, że moja starszaratoloś ma 8 lat więc, mogłabym tak powiedzieć, że te 8 lat to jest takiego właśnie stricte zainteresowania tym rozwojem osobistym.

– Monika:  Świadomego tak?

– Aneta: Tak, świadomego.

– Monika: Okej, tak bo mi jest trudno określić czasami tą granicę, kiedy ja zaczęłam się rozwijać osobiście- kiedy to robiłam świadomie. Mogę powiedzieć, że na pewno świadomie sięgnęłam po książki o rozwoju osobistym po narodzinach mojego dziecka. Tak to prawda jak urodził się mój syn. Po dwóch latach zachorowałam na rzadką chorobę krwi – dla kobiet rzadką (hemofilia) trochę strona siedział mężczyzn. Wtedy chcieli mi wyciąć śledzionę i do końca życia na sterydach – to było dla mnie w ogóle nie do pomyślenia, że w ogóle nie ma opcji, żeby cokolwiek ktoś mi wycinał bo jest na pewno to dla mnie przydatne skoro to mam w sobie. Wtedy zainteresowałam się bioenergoterapią i przeczytałam pierwsze moje pierwsze książki o rozwoju duchowym Carlosa Castanedy “Nauki Don Juana”, później “Odrębna rzeczywistość”, to było tam 10 takich książek z serii o tych jego przygodach z indianami.

– Aneta: Tu trzeba nadmienić, że Twój starszy niedawno obchodził 18 urodziny więc stąd ta różnica.

– Monika: Tak to na pewno jeśli chodzi o takie świadome podejście to tak.

– Aneta: Tutaj zaczęłaś mówić o tym, że Twój rozwój zaczął się od szukania metody na zdrowie- tak? Natomiast dlaczego akurat bioenergoterapia?

– Monika: Myślę sobie, że wtedy (16 lat temu) to było dosyć modne. Dużo się mówiło, pisało, zaczynał się internet- tak mocno hulać w świadomości ludzi i wszystkie rzeczy, które można było znaleźć w książkach albo w gazetach typu “wróżka” – one się przyniosły do internetu i ludzie się też zaczęli polecać, może łatwiej było znaleźć informacje. Z drugiej strony zdarzyło się tak, że jak ja zachorowałam to u mnie w rodzinie osoby, które długo już się zajmowały tym tematem poleciły mi bioenergoterapeutę w Warszawie.  Ale również od razu przy tym poleciły mi ustawienia i tak też się zaczęła jakby moja ścieżka z ustawieniami – wtedy już czyli 18 lat temu.

– Aneta: Właśnie, bo ten rok też jest znaczący dla ciebie, ponieważ w tym roku zostałaś certyfikowanym terapeutą metody ustawień Berta Hellingera- tak?

– Monika: Tak, dokładnie tak.

– Aneta: Kiedy właściwie pojawił się pomysł, żeby pracować tą metodą z ludźmi? kiedy to poczułaś?

– Monika: Poczułam to tak naprawdę podczas warsztatów improwizacji teatralnej. Które prowadziłam 5 lat temu w obecnej pracy ( wtedy pracowałam w teatrze).  Z wykształcenia, również jestem aktorką. Nie pracowałam w tym zawodzie długo, poszłam właśnie w stronę edukacji i uzdrawiania i terapii. Natomiast same warsztaty sztuki teatralnej, aktorstwo jest bardzo zbliżone do życia w ogóle. Zauważyłam wtedy, że my bardzo dużo przepracowujemy albo przerabiamy swoich traum, swoich problemów kiedy jesteśmy na scenie. A, że Hellinger odkrył podobne rzeczy (30 lat temu), że kiedy ludzie wchodzą w pole to wtedy zaczyna się coś dziać między nimi- ten ruch ducha jak on to nazwał, zaczyna płynąć, ludzie się mu poddają i wtedy następuje uzdrowienie.  Wtedy poczułam, że ja bym chciała robić to. Nie bawić się w teatr ale użyć tej techniki i tego, że pole działa faktycznie, nie tylko na scenie  i to nie jest tylko zabawa ale, że faktycznie pole działa na nas- użyć tego do uzdrawiania a nie tylko do zabawy. Teatr też ma oczywiście katharsis. Ale chciałam głębiej w to wejść. Znając metodę od 18 lat, 5 lat temu poczułam, że ja bym chciała jednak robić to z drugiej strony, czyli być terapeutką. Wcześniej używałam ustawień dla siebie, osobiście, właśnie do  rozwiązywania problemów, które były takie podbramkowe. Robiłam dużo, udawało mi się dużo rzeczy ogarnąć życiowo ale pojawiał się taki problem albo wracał taki problem, który zamykał mnie totalnie i wtedy wiedziałam, że to jest moment na ustawienie bo ustawienia są dobre wtedy kiedy właśnie stoisz pod ścianą i nie wiesz co dalej. One Ci pokazują dlaczego nie działa nic innego no i wtedy można to rozpuścić.

– Aneta: Myślę, że sama metoda jest na tyle ciekawa, że jeden odcinek poświęcimy specjalnie temu, że będziesz tą osobą prowadzącą do tego. Ja natomiast bym chciała tak krok po kroku też od ciebie wyciągnąć, jak ta twoja świadomość się budowała. W sensie jakie etapy przychodziłaś, jakie metody mniej więcej próbowałaś, żeby pokazać też w którym momencie teraz jesteś. Więc po tej bioenergoterapii weszłaś w to dalej czy jakby szukałaś czegoś innego?

– Monika:  Tak, w bioenergoterapię weszłam bardzo głęboko. Zresztą jak we wszystko co mi się spodoba. I to jest też taki duży mój stoper, właściwie bo cokolwiek nie znalazłam, spodobało mi się to od razu chciałam to robić, chciałam się dzielić z ludźmi i chciałam właśnie się wycertyfikować w jakiejś dziedzinie. Trochę tego poznałam dzięki temu, a z drugiej strony nie wyspecjalizowałam się przez długi czas w jakiejś tak jednej metodzie. Ale bioenergoterapia mnie na tyle zafascynowała, ponieważ mi pomogła. Odrzuciłam wtedy akurat to konwencjonalne leczenie po pół roku, które nic nie dawało. Weszłam w czyszczenie pola, w energię – oczywiście dołożyłam do tego głodówkę. To nie jest tylko samo uzdrawianie energią i światłem i tak dalej tylko to jest bardzo duży obszar uzdrawiania tak naprawdę. Teraz on się nawet poszerza, to co wiedzieliśmy 18 lat temu o energiach, o uzdrawianiu granicznym, teraz to jest w ogóle jakieś lata świetlne. Teraz wiemy o wiele więcej, wiemy na przykład o kodach DNA, które możemy aktywować, dezaktywować, zmieniać swój software. Porównanie do komputerów jest bardzo trafne bo tak nasz organizm działa i też to, że komputery się w ogóle rozwijają to jest związane z właśnie z tym jak działa świat. Weszłam w tą bioenergoterapię mocno- przez 10 lat. Uczyłam się tego na sobie, na kursach, na warsztatach. Prowadziłam takie spotkania, pomagałam ludziom bioterapeutycznie i później cały czas obok tego przewijały się ustawienia, ponieważ jak wchodzimy w to uzdrawianie energią to ustawienia same z siebie się pojawiają- no bo pracujemy w polu, no a w polu informacyjnym to jest energia.

– Aneta:  Więc mówisz, że tutaj ta bioenergoterapia dla ciebie zadziałała i dlatego tak jakby była motorem do zgłębiania wiedzy -tak?

– Monika:  Dokładnie, wiesz jak się wejdzie w bioenergoterapii to te książki o całym obszarze uzdrawiania w ogóle no to  przychodzą same do ciebie, po prostu spływają z każdej półki. W ten sposób dotknęłam szamanizmu, uzdrawiania metodami naturalnych ziół, dużo interesowałam się dietami – takimi leczniczymi, czyli ta głodówka, którą stosowałam. W  końcu przyszedł czas na jogę, w naturalny sposób się pojawiła joga- jako coś co pozwala utrzymać równowagę energetyczną w ciele nie tylko super wagę i super wygląd.- co polecam ale równowagę energetyczną człowiek się po prostu dobrze czuję. No jak weszłam w jogę no to jak się domyślasz  zostałam nauczycielem jogi i uczyłam przez, no przygoda z jogą była dla mnie taka 10-letnia powiedzmy a uczyłam przez 6 lat jogi. Od roku już nie uczę, ponieważ właśnie przyszedł taki moment, w którym poczułam, że chcę zrobić certyfikację jako terapeuta ustawień.

– Aneta: Powiedz co było tą motywacją do szukania kolejnych metod? Czy to było poszukiwanie zdrowia czy to bardziej jakby ciekawość tego co może się wydarzyć jak wejdziesz w daną dziedzinę?

– Monika: To chyba bardziej jedna metoda wypływała z drugiej. Trochę tak jakby się wyrastało z jakiegoś ubrania, ono ci przestaje służyć albo po prostu ci się nudzi albo potrzebujesz czegoś głębszego. Wchodziłam w inne rzeczy, które pojawiały się na końcu tych starych – tak jakby pączkowanie, chyba metody w metodę. Mam takie poczucie w życiu, że mi się wszystko wydarza tak jak ma mi się wydarzyć. Czyli te rzeczy, które do mnie przychodzą są w odpowiednim momencie, w odpowiednim natężeniu i one bardzo pasują do aktualnego stanu mojego, które mam w życiu.  No bo nie may konstans prostu to nigdy nie jest tylko w górę albo tylko w dół.  To jest różnie, ja mam jakoś takie poczucie, że u mnie to tak płynie, że tak jakby się kosmos naprawdę mną opiekował, w taki sposób no nie zawsze czuły i delikatny ale trafny.

– Aneta:  Właśnie, natomiast powiedz bo tutaj odnoszę wrażenie, że nie do końca uzyskałam odpowiedź na to moje pytanie bo gdzieś tam weszłaś w  ogólniki. Bo poznawanie każdej kolejnej metody, jakby wchodzenie w nią głębiej dla mnie jest na przykład z jednej strony poszukiwaniem rozwiązania pewnego problemu, czy to jest problem ze zdrowiem czy problem ze zdrowiem, czy problem sensu życia, czy jakaś blokada finansowa na przykład zawsze gdzieś te metody są próbą znalezienia odpowiedzi na dany problem czy u ciebie też to tak był bardziej przez ciekawość, że chciałaś coś robić innego w życiu na przykład ?

– Monika: Wiesz co, masz rację zawsze był to jakiś powód, dla którego ja wchodziłam. Często było to, tak – poszukiwanie rozwiązania problemu- tak, to. Albo miałam złe samopoczucie albo jakiś problem w rodzinie albo zdrowie albo finanse. Finanse się przewijają cały czas, szukam metod jak zdobyć ich więcej, jak utorować sobie ścieżkę takiej płynności finansowej, takiej spokojnej. Mam wrażenie, że jestem na dobrej drodze już teraz, na coraz lepszej. Natomiast to było też tak, że miałam takie poczucie, że jeszcze ciągle jest coś więcej, że jeszcze są tajemnice, które mnie wołają tak, żeby je zgłębić, poznać, rozpoznać i to nie dlatego, że jestem ciekawa tylko dlatego, że ja właśnie powinnam wejść w tą dziurę w tą to miejsce- tego dotknąć. Wiesz ja  jestem też przekonana o przeznaczeniu naszej duszy i mam takie poczucie, że moja dusza tu przyszła po to, żeby naprawdę dużo z eksplorować, dużo doświadczyć w tym życiu i pójść sobie już może gdzieś indziej następnym razem – nie wiem może wrócić to jakby nie dywaguje, to są rzeczy, których nie jestem w stanie teraz określić ale jestem przekonana, że ona ma dużo doświadczać i naprawdę dużo mam ( chyba dzięki temu pewnie planowi tej mojej duszy), mam duży dostęp do tych wszystkich rzeczy, które się przede mną pojawiają. Czuję to, że ten dostęp jest mi dany, tak ułatwiony mam wrażenie. Korzystam z tego teraz się z tego bardzo cieszę, jestem za to wdzięczna. I od razu pojawia się następna rzecz: chcę się tym dzielić, dzielić i pokazywać ludziom i to dawać ludziom też.

– Aneta:  A powiedz kiedy przychodzi moment kiedy fascynacja daną metodą się u ciebie wyczerpuje?

– Monika: Trudne pytanie , zawsze tak jest ale zastanawiam się co na to wpływa. Najbardziej to co przychodzi mi do głowy to chyba takie wykorzystanie tej metody do końca, że jakby ona przestaje trochę działać albo nie wiem może mi się trochę nudzi i próbuję czegoś nowego. Ja też z natury jestem piątką numerologiczną,  jestem wagą więc ta dynamika, zmiana jest moją naturalną potrzebą i może to z tego wynika. Nie chodzi o to, że one przestają działać tylko ja bym chciała spróbować zadziałać inaczej, jakąś inną metodą i dlaczego ta inna metoda się pojawia.

– Aneta: Mi się wydaje,  u mnie jest na przykład, że ja nigdy nie doszłam na przykład do poziomu mistrzowskiego w żadnej dziedzinie i podziwiam ludzi, którzy całe życie spędzają na przykład w danym obszarze i osiągają to mistrzostwo. Natomiast, no nie na darmo się poznałyśmy bo obie podzielamy podobny styl życia. Też jest tak, że czasami odchodzę już od tej metody bo ona się wyczerpuje, w sensie na moje możliwości, na daną kwestię, którą chciałam rozwiązać tą metodą po prostu ona przestaje być dla mnie atrakcyjne, jeżeli pewnie bym ją ciągła dalej, jeżeli bym była właśnie tą naturą taką wchodzącą w temat po prostu do głębi na całe życie- no to okej, to pewnie rozwiązałoby to pewnie wiele rzeczy, z którymi się gdzieś tam borykam. Natomiast w momencie kiedy zaznam tej metody i wiem mniej więcej z czym ona się wiąże to czasami szukam innej dlatego, że jest taka wielość też tego wszystkiego-nie?

– Monika:  Ale myślę, że bogactwo nas pociąga, tych metod. Czemu się ograniczać do jednej rzeczy? Ja też podziwiam tych ludzi. To pewnie numerologiczne jedynki, dziewiątki, którzy potrafią jakby to zgłębiać i zgłębiać. Bo pewnie w każdej metodzie można też się jakby zatracić i znaleźć coraz to nowe obszary. Natomiast wydaje mi się,też że to jest coś związane trochę z tym, że my już na tym poziomie na jakim jest ludzkość świadomościowym jesteśmy w stanie dosyć szybko poznać dogłębnie różne rzeczy i dlatego przejść do następnej fazy albo do następnej rzeczy, która też jest ciekawa – no bo nam  to  wystarcza.

– Aneta:  No i powiedz w takim razie jak ta joga już się dla ciebie wyczerpała, w sensie?

– Monika: Jogą ja byłam zmęczona po prostu. Ja dużo uczyłam,  miałam też inną pracę bo to też jest jakby moja domena, że mam kilka tych różnych działalności. I bieganie na te zajęcia najczęściej wieczorem były już dla mnie po prostu męczące i powiedziałam sobie “okej dość to ja się zajmę teraz pracą z duszą, bardziej z czuciem, trochę z głową a nie tylko tym ciałem”. No i tak po prostu chyba zmęczenie przyszło do mnie.

– Aneta:  I co wtedy?

– Monika: I wtedy bardzo już świadomie zaczęłam cieszyć się z takiego przestoju, że nic się nie dzieje, że jest fajnie, że przestałam się bać tego, że jak jeden dzień nie dzieje to już tragedia i świat się rozsypuje. Doszłam do takiego momentu, w którym potrafię się cieszyć wolnością taką, którą sobie sama wybrałam i dlatego przychodzą, przychodziły i do tej pory przychodzą dobre decyzje i te informacje, które naprawdę mi służą miały szansę się dobić do mnie w momencie kiedy ja naprawdę puściłam, czekałam i sobie odpoczywałam. No i wtedy przyszedł ten czas, że postanowiłam “okej chcę zrobić szkołę ustawień Hellingerowskich”, no i podjęłam decyzję, zaplanowałam sobie środki, podjęłam szkołę. Później wszystko się wywaliło do góry nogami, środki finansowe mi się nagle ucieły, świat mi się przewrócił, ponieważ musiałam odejść z jednej pracy, znaleźć inną , różne rzeczy się wydarzyły takie w przestrzeni prywatnej. Ale ta decyzja zawsze była i ona nieprzerwanie trwała, dlatego mimo braku środków, mimo rewolucji totalnej skończyłam tą szkołę, udało się to zrobić- no i tak właśnie jestem. Dlatego też, że od pewnego czasu znałam metodę jak utrzymać swój dobry kierunek, jak wybierać dla siebie te dobre warianty rzeczywistości i te takie, które są, które mi służą. Ta metoda polega na tym, żeby się nie wybijać ze swojej ścieżki, jak się raz podejmie decyzję to jak się nawet coś wykopsa i dzieje się nie tak to, żeby wiedzieć, że to co się dzieje to tylko sprzyja temu co myśmy sobie postanowili i jeśli osiągniemy faktycznie spokój związany z tym, nie tylko wiemy to w głowie ale jak się dzieje to mówimy “Okej, czyli tak ma być, jest luz, dalej się uśmiecham, dalej wychodzę na ulicę i widzę błękitne niebo” to faktycznie okazuje się, że to tak ma być. I w  tym momencie kiedy mi się tak to wszystko wywaliło to naprawdę nie bałam się. Oczywiście trochę nam po narzekałam i nawet chyba sama pamiętasz, tobie się zwierzałam, że tak się podziało, ale tak w środku głęboko w duszy nie miałam strachu, że to jest coś złego, wiedziałam, że to jest okej, że  wszystko będzie dobrze. No i tak było a teraz jest coraz lepiej.

– Aneta: Nie boisz się tego, że się tym znudzisz, że ci się to wyczerpie?

– Monika: Ustawieniami? Nie boję się aczkolwiek podejrzewam, że tak się stanie. Ale nie, nie nie mam strachu z tym związanego bo jeśli się to wyczerpie to znaczy, że pojawi się coś jeszcze fajniejszego dla mnie- coś co będę chciała robić.

– Aneta: Ale jeszcze nie wspomniałaś o jednej ważnej rzeczy, bo jakby ta twoja całość jest też dopełniana tym, że uczyłaś i dalej ci się to zdarza komunikacji bez przemocy.

– Monika: Tak, tak bardziej przyziemnie i w takiej przestrzeni, która jest zrozumiała dla większości. Tak to też był taki zwrot w moim życiu, bo kiedy w 2013 roku dostałam moją pierwszą pracę w małopolskim ogrodzie sztuki przy Teatrze Słowackiego. Zaczęłam pracować jako szefowa edukacji działu edukacji – jednoosobowego działu, więc zarządzałam swoim czasem ale zatrudniałam ludzi, także była to wspaniała przygoda w moim życiu. Wtedy właśnie poznałam metodę szkoły dla rodziców i wychowawców – przepraszam metodę znałam odkąd urodził się mój syn ale poznałam ludzi, którzy prowadzą warsztaty i po prostu zorganizowałam taki kurs, w którym mogłam się wycertyfikować ja sama oraz kilkuset nauczycieli z małopolski. Wyedukowaliśmy w ramach tego programu i to jest w ogóle super rzecz, to też tak jakby ustawiło moje życie trochę, bo poznanie tego jak komunikować się z drugim człowiekiem bez przemocy bo tak nazywa się ta metoda – jest zwrotem dla naszego charakteru. Przestajemy być też dla siebie przemocowi, gdzie często jesteśmy nieświadomi tego, że jesteśmy przemocowy dla siebie. Warsztaty prowadziłam z drugą osobą – najczęściej z dziewczyną, która była psychologiem i jest psychologiem do tej pory (bardzo pozdrawiam Cię Dominika). Teraz trochę przestałyśmy to robić z tego względu, że Dominika ma swoje prywatne rzeczy, które ją pochłaniają zupełnie ( jak rodzicielstwo), no a ja się zajęłam fundacją, zajęłam się moimi ustawieniami. Ale ta metoda porozumienia bez przemocy do mnie cały czas wraca, zresztą ja używam tego na codzień i często też w moim gabinecie pomagam rodzicom jak rozmawiać z dziećmi albo jak rozmawiać między sobą bo i tacy moi klienci się zdarzają – którzy mają po prostu kłopot z dzieckiem a nagle okazuje się, że no nie potrafią się do niego odzywać w taki sposób, który byłby lepszy.

– Aneta: No, więc powiedz z perspektywy właśnie tych nastu lat,  które spędziłaś na tym rozwoju swoim własnym. Jak teraz postrzegasz tą swoją ścieżkę do tego momentu, co było takie najbardziej przydatne i co do tej pory stosujesz?

– Monika: Na Pewno bardzo dużo dała mi joga. W momencie kiedy moje ciało zaczeło się zmieniać i kiedy dostałam taką świadomość ciała, jak zaczęłam je rozumieć, słuchać – to odmieniło bardzo moje postrzeganie rzeczywistości. Bardzo dużo też wpływ wywarła na mnie bioenergoterapia. Zobaczyłam energię subtelne, zobaczyłam, że to co się dzieje między nami a przestrzenią to jest tylko ułamek tego co tak naprawdę tam nie jest. To poszerzyło zupełnie moją świadomość, moja percepcję i postrzeganie i ludzi i świata. Tak jak mówiłam już – komunikacja, używane innych słów dużo mi dało. Ale chyba najwięcej z tego wszystkiego dały mi ustawienia, ponieważ za każdym przez te całe 18-20 lat, kiedy miałam taki już naprawdę duży problem to te ustawienia się pojawiały. Nawet w momencie kiedy się na nie obraziłam bo coś tam na jakichś warsztatach mi wyszło co mi się  nie podobało albo co nagle przestało pomagać i powiedziałam “okej dobra to znaczy, że to jest za dużo albo to nie jest dla mnie to nieprawda”. To właśnie paradoksalnie w tych momentach było najgłębiej, we mnie to  pracowało i najwięcej mi pokazywało o mnie samej. Później po 5 latach kiedy taki miałam przestój z ustawieniami, no bo  gdzieś tam się dobrze działo. To kiedy zaczęło się robić źle to pierwszą moją myślą było “kurcze, to może ja zrobię ustawienie, może ja to zobaczę dlaczego tak jest”. I to jest taka metoda, którą naprawdę postrzegam jako głęboką metodę, ponieważ nasze życie jest związane z naszymi przodkami, my jesteśmy z naszych przodków –  to w ogóle nie da się tego oddzielić totalnie. Dlatego, żeby pracować ze sobą, ustawienia są metodą dla mnie najgłębszą i najprostszą również, ponieważ one holistycznie patrzą na wszystko czym my jesteśmy.

– Aneta:  To były takie wszystkie metody, które zbudowały tą całość- tak? A tak w praktyce – co stosujesz na co dzień albo w takich właśnie awaryjnych sytuacjach, kiedy już jest źle, kiedy cię wybija? Czy są jakieś takie metody, które ci bardzo pomagają albo po prostu nic z tym nie robisz?

– Monika: Tak, sama wiesz o tym, że im więcej tego stosujesz w ogóle to tym rzadziej cię już wybija i rzadziej masz okazję, żeby coś stosować. Natomiast jasne, no jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce, że tak powiem. Chodzi o to, że mam całe spektrum emocji dalej i potrafię się wkurzyć i na męża i na mamę i na dzieci – to jest normalne, ale tak w praktyce teraz zaczęłam słuchać siebie i słuchać mojej intuicji. Zamykam oczy i pytam siebie co ja czuję w danym momencie. Bardzo mocno kieruję się do mojego wnętrza, do moich emocji i uczuć, nazywam je  i czasami tylko to wystarczy. To jest genialna metoda po prostu, zamiast wydrzeć się na kogoś albo powiedzieć sobie”O kurczę jak beznadziejnie, bo coś tam się wydarzyło”, to po prostu zapytać się co czuję w tej chwili. Okazuje się, że okej czuje rozczarowanie. No i dobra, powiem sobie, że to czuję i nagle to po prostu wypływa ze mnie i nie zostaje i przechodzi. I nagle ta sytuacja wcale nie jest taka straszna i wcale nie jest taka rozczarowujące bo nazwałam. Czasami potrzeba tego, żeby pod  tym uczuciem znaleźć dlaczego, co takiego się dzieje, że ja w tym momencie czuję rozczarowanie, jak naprawdę nie ma takiego powodu? I okazuje się, że “Aha bo to nosi znamiona tego, że jak byłam mała i jako jedyna w klasie nie dostałam piątki a reszta dostała tą piątkę” no to czułam właśnie to co teraz czuję. Dlatego to jest takie mocne, ponieważ tamto było nieukojone, nie ukołysane, nikt mnie nie zrozumiał wtedy i czasami dochodzę do takich  wniosków, one dosyć szybko przychodzą a czasami też rzeczy pojawiają się nawet karmicznie, czyli widzę jakiś obraz czy  słyszę jakieś słowo. Podczas mojej pracy to akurat często się zdarza, że przychodzą informację takimi drogami nie oczywistymi. Chyba tak jestem z tym zupełnie na co dzień i to też dla mnie jest zupełnie normalne a teraz jak słucham siebie jak mówię to wydaje mi się, że może to być dziwne dla wielu słuchaczy.

– Aneta: Właśnie miałam Ci zadać pytanie bo jakby obracasz się w takich kręgach, gdzie ludzie opowiadają o energiach, czuje się tą energię na warsztatach, no to łatwiej to zrozumieć, ale ty cały czas funkcjonowałaś  i dalej funkcjonujesz w takim mocno powiedzmy stąpający po ziemi środowisku, jeżeli chodzi o pracę i ludzi, z którymi masz do czynienia. Jak im to tłumaczysz?

– Monika: I chyba to trzyma mnie cały czas przy ziemi i nie odleciałam  jeszcze pewnie w kosmos. Jestem pełna podziwu jak bardzo teraz ludzie się  zmienili, co do tych 20 lat wstecz. Ja właściwie teraz w każdym urzędzie, w każdym miejscu w którym pracowałam, spotykam ludzi dla których to jest normalne, oczywiste albo są zainteresowani tym. Już naprawdę bardzo dawno nie spotkałem człowieka, który by powiedział, że to są bzdury, że w ogóle nie chciał o tym słuchać albo kogoś kto zupełnie nic nie wiem na ten temat i to niesamowite. Po prostu rozwijamy się jako ludzkości wiemy dużo o tych sprawach tak ogólnie i globalnie.

– Aneta: Czyli jesteś w stanie zaakceptować to, że na tym poziomie czucia i świadomości, które masz nie musisz wszystkim wszystkiego tłumaczyć?

– Monika: Absolutnie, ja  już kiedyś doszłam do tego, że w ogóle nie muszę wszystkiego rozumieć co inni chcą a już w ogóle przekonywać do czegokolwiek absolutnie nie i to jest uwalniające bardzo.

– Aneta: Mówiłaś o tym dystansie do tego czucia i do tej intuicji zrozumienia własnych emocji w swojej przeszłości do tego stanu, który teraz masz. Czy jeszcze jest coś co praktykujesz i do czego zdarza Ci się odwołać? Za czym tęsknisz i co chciałabyś robić co wiesz, że jest pomocne?

– Monika: Teraz przychodzą mi takie dwie rzeczy bo ja bardzo lubię rytuały i są w moim życiu obecne naprawdę chyba od zawsze. To jest tak, że ja się wychowałam na wsi i tam na szczęście moi rodzice mieli za mało czasu, żeby się mną zajmować i dzięki temu miałam okazję i  szansę po prostu być ze sobą sama, ale wiązało się to też z dużym poczuciem samotności. Dzięki temu miałam takie połączenie z tą przyrodą, ja od zawsze miałam połączenie ze zwierzętami to się wiązało z taką dużą też nadwrażliwością prawdopodnodnie.

Dla mnie każda jakaś krzywda jak się dzieje komuś, zwierzęciu albo dziecku jest taka nawet nie do zniesienia czasami to trochę za dużo. Natomiast ja miałam okazję doświadczać tego wszystkiego od dziecka i teraz jak sobie myślę to te rytuały związane z przyrodą są dla mnie bardzo ważne i one prawdopodobnie dlatego działają bo ja tego doświadczałam i mam w  pamięci komórkowej, że jeśli zwrócę się do drzewa i powiem, że potrzebuję od tego drzewa trochę jego siły to faktycznie tą siłę dostaje. To się jakby zapisuje w twoich komórkach, w twojej głowie jako wiedza. Wiedza jak wiemy jest silniejsze od wiary, bo wiedza nie zakłada wątpliwości, jeśli coś wiesz to możesz to zrobić,jeśli wiesz, że to działa. Także takie doświadczenia nam są bardzo potrzebne a właśnie po to, żeby rozwijać swoją moc, tak naprawdę moc kreacji życia. Więc tego używam, rytuałów, lubię sobie coś napisać, coś pomyśleć, coś wykreować, iść do lasu, zrobić taki rytuały związane właśnie z oddechem, z połączeniem, z rytmem natury. Takie rzeczy są dla mnie ważne. Też myślę, że dużo rzeczy wydarzyło to zależy to dlatego tak, ponieważ odkąd się zwróciłam do środka i pracowałam ze swoim ciałem to o wiele więcej rozumiem też na zewnątrz to jest takie paradoksalne, ale takie nasze ciało jest, mikrokosmos, makrokosmos. I tutaj chyba też powiem o tym kiedy myśmy się poznały. Było to w momencie kiedy ja byłam zafascynowana praktyką pięć rytmów, tańcem pięciu rytmów i to jest też dla mnie Wow. Duża metoda, wielka która kompiluje w sobie elementy ustawień joga i jakąś terapię,  bioterapię i widzenie energii no i mocne wchodzenie w ciało, w swoje takie naturalne rytmy, atawistyczne odruchy także to bardzo wam polecam. W moim życiu bardzo dużo zmieniła, oczywiście produkowałam warsztaty pięciu rytmów bo jak już mówiłam, wchodziłam w ten ten świat, nie zostałam nigdy nauczycielem, pewnie dobrze, aż tak bardzo tego nie czułam od tej drugiej strony. Natomiast dało mi połączenie z tym co dla mnie jest takie nawet nie tyle naturalne czy wręcz takie podstawowe, archetypiczne , takie nawet niebezpieczne, budzące jakiś tam niepokój i dzikie. Jakby pogodzenie się z tą mrocznością, tej atawistycznej cząstki, dała mi takie mega uwolnienie,taki oddech, że “okey, ja to mogę w sobie mieć nie muszę być aniołkiem latającym na chmurce, tylko siedzi tam we mnie jakiś stary wojownik, palący fajkę” i to jest całkiem w porządku.

– Aneta: To jest ciekawe, bo kiedy poznałyśmy się trafiłam na pięć rytmów na które chadzam od czasu do czasu natomiast osobiście nigdy nie miałam czegoś takiego podejścia głębszego jak ponad to na tyle mogę puścić swoje ciało i mogę sobie pozwolić na nie myślenie o tym jak ja wyglądam, jak ja tańczę, czyja to  robię dobrze czy źle I po prostu być w tym ruszaniu palca czy rzucania się całym ciałem i nikt tego nie ocenia. Dla mnie pięć rytmów jest po prostu tym, nigdy nie wchodziłam głębiej, rozumiem jakby zasadę natomiast wtedy kiedy spotkałyśmy się na tych pięciu rytmach to popatrzyłyśmy się na siebie. Wtedy ja mówię do Moniki: “Ja Cię skądś znam”, ona mówi, że też mnie skądś zna. Oczywiście Kraków jest mały więc mogło być tak że po prostu gdzieś się tam widziałyśmy, ale podejrzewamy, że to musiało być jakieś głębsze poznanie, bo odkąd się poznałyśmy, stąd też idea podcastu, nie mogłyśmy się nagadać, po prostu wiecznie o tym rozwoju osobistym, a może zróbmy fundację. Właśnie od słowa do słowa te poszukiwania nas połączyły i ta spójność charakteru, może chodzi o to zdobywanie wiedzy, doświadczeń bo każda z nas ma ten pęd do doświadczania nowych rzeczy, uczenia się ich. Kiedy zaczęłyśmy porównywać nasze ścieżki z Moniką..

– Monika: Spotkałyśmy się na Dolnych Młynów.

– Aneta: I dwie godziny siedziałyśmy i nawijałyśmy: “Na prawdę? Ja też tak miałam.” Może charakterologicznie się różnimy.

– Monika: Uzupełniamy…

– Aneta: To jakby wiąże się z tym, że Monika ma bardziej osobowość może porywczą, w sensie intensywnego przeżywania niektórych rzeczy. Ja natomiast dość mocno ściągam to na dół w sensie takiego dyplomatycznego podejścia, żeby nie przeszkadzać,żeby nie było z  tego jakieś awantury.

– Monika: Ja się daję ponieść emocjom, tak. No po prostu tak mam to prawda i super nam się współpracuje bo Aneta to wszystko tak fajnie wycisza albo wprowadza do takiego stanu w którym ja już mogę usiąść spokojnie i wrócić do mojego stanu naturalnego, którym jest jednak jakieś poczucie rzeczywistości. No tak, też pamiętam ten moment w którym się poznałyśmy, ja miałam takie poczucie, że cię widziałam ale jakby podprogowa od razu miałam takie dwa pola informacyjne, że tu mam poczucie, że cię widziałam ale doskonale wiem, że cię nigdy nie widziałam w tym, że się nigdy nie spotkałyśmy. Dlatego to też było takie mocne, że bez żadnych oporów i bez żadnych zastanowień się, wątpliwości – podeszłam do ciebie i do tego, że gdzieś tam będziemy na pewno  kontynuować naszą znajomość dłużej – no i z tego się zrodziła taka zupełnie inna przestrzeń. Ja mogę też o tym powiedzieć tak w prost, że jakby poznanie ciebie i ten moment łączę z tym, że moje życie zaczęło jaśnieć  w ogóle przetransformowałam te wszystkie ciemne rzeczy  wcześniej i pojawiłaś się w takim momencie, w którym byłaś takim elementem mojego jasnego życia. To jest  dla mnie bardzo przyjemne i bardzo dobrze mi się to kojarzy w ogóle, to nasze poznanie się. 

– Aneta: No i popatrz jakie piękne rzeczy się z tego rodzą.

– Monika: Dokładnie.

– Aneta: Bardzo Ci dziękuję Monika za te wszystkie cenne rzeczy, którymi się podzieliłaś. Na pewno to nie jest wszystko, bo ja znam kulisy i wiem, że jest masa jeszcze tych elementów, które gdzieś tam budowały po drodze. Myślę, że będziemy się tym jeszcze dzielić w kolejnych podcastach, bo to są rzeczy, które nas inspirowały -tak? Kolejne doświadczenia. Nasz zamysł jest też taki, żeby rozmawiać z osobami, które specjalizują się w danych metodach a jednocześnie też jakby wiedząć, znając własne doświadczenie w tej metodzie. Czy to jest pięć rytmów, czy to są ustawienia, czy joga, medytacja, także na pewno nie będziecie się z nami nudzić.

– Monika: To zapewniamy.  Więc teraz chciałybyśmy się podzielić tym kawałkiem, który tworzy Aneta. Czyli tak naprawdę to kim jesteś, jak to się stało, że jesteś w tym miejscu, w którym jesteś, jak ty doszłaś do tych swoich “drzwi” do rozwoju osobistego?

– Aneta:  Właściwie ja cały czas siebie postrzegam jako working progress czyli buduje każdy swój element. Bardzo długo miałam takie poczucie naprawiania kolejnych rzeczy. Teraz już właściwie to jest kwestia, jak to się mówi adiustację,  takie dopasowywanie pewnych elementów. Natomiast cały czas wydaje mi się, że idę tą swoją ścieżką taką już naprawdę gdzieś tam pchana trochę. W sensie, że ja ją sobie tak jak bym to sobie zrobiła paręnaście lat temu, zaprojektowałam i  tutaj się nauczyłam takich umiejętności i takich umiejętności. To były zazwyczaj jakieś kompetencje typu sprzedażowe, językowe. Właściwie od dzieciństwa byłam frykiem umiejętności, w sensie i w harcerstwie poprostu przytaczałam ten przykład bo jest śmieszny w sensie takim, że nie umiałam szyć za bardzo pomimo babci krawcowej. Niestety nie po tej linii to poszło. 

– Monika: Przerwę Ci, bo moja mama była też krawcową i też nie po tej linii to poszło i też nie umiem szyć, także kolejna rzecz która nas łączy.

– Aneta:  Słuchajcie, śmieszne było to, że jak się zdobywało sprawności to się je przyszywało na rękaw więc ja miałam cały rękaw w tych sprawnościach od jakichś Gospodyń Wiejskich, fotografa, znawcy przyrody i innych. Natomiast one wszystkie odpadały od tego rękawa. 

– Monika: Bo słabo przyszyłaś.(HAHA)

– Aneta: Później gdzieś tam rzeczywiście – sama sobie to niedawno uświadomiłam, że cały czas poznawałam nowe rzeczy to takie nie mainstreamowe na zasadzie feng shui. Wiesz, jak to było dwadzieścia parę lat temu no to to jeszcze nie były takie rzeczy, którymi gdzieś tam młodzież się interesowała. A już tam miałam naście lat, czy właśnie wegetarianizm na który z lenistwa w sumie nie pociągnęłam go aczkolwiek teraz mięsa nie jadam.  Natomiast wtedy to jednak żyjąc w rodzinie mięsożerców i to mój tata był takim naprawdę mocnym mięsożercą ,włącznie z tradycyjną kuchnią Polską to nie miałam zapału, żeby sama gotować wegetariańsko. Natomiast to były zawsze rzeczy odbiegające od standardów -nie? Natomiast też bardzo dużo czasu spędzałam w naturze- tak jak Ty opowiadałeś właśnie – też uwielbiałam robić zielniki, poznawać rośliny, łaziłam całymi dniami po łąkach. Na wakacje byłam właśnie wysyłana na wieś. Pół wakacji byłam na wsi, pół wakacji byłam z harcerzami.  Także na tej wsi szwędałam się całymi dniami po lasach i zbierałam wszystkie roślinki. To gdzieś tam zostało, ja ciągle  kocham to zielarstwo i zbieram sobie na własny użytek różne zioła i w domu ich sobie używamy. Zresztą trafiła mi się najlepsza teściowa na świecie, która również w tych wszystkich takich zielarsko-domowych rzeczach po prostu wiecie prym, więc tu się wymieniamy doświadczeniami – a gdzie tu lipkę zebrałaś a gdzie czarny bez? Więc to jest naprawdę cudowne i tak sobie gdzieś tam to wszystko robiłam z czucia. I w pewnym momencie myślę, że czas szkoły stał się takim czasem bardzo mocnego oceniania siebie. W sensie tego, że ja zawsze byłam po prostu prymuską i te dobre oceny były dla mnie takim wyznacznikiem. Jednocześnie wiedziałam, że to nie do końca jakby jest potrzebne. W sensie w społeczności nastolatków to, że się umie, że się jakieś piątki do domu przynosi no to w ogóle nie miało znaczenia. Zupełnie inne kompetencje można powiedzieć były tu istotne.

– Monika: Były w cenie zupełnie inne skile. 

– Aneta: Tak, dokładnie. Trzeba było się dostosować do grupy – także nawet się gdzieś w tym pogubiłam.  Później poszłam na filologię romańską. Praktycznie w tym momencie języka w ogóle nie używam a języki kochałam i  już w pewnym momencie czterech na raz się uczyłam. Także to było gdzieś tam oczywiście tą kolejną potrzebą szukania jakiej to umiejętności mogę się jeszcze nauczyć. Natomiast na pewno mi się to przydało bo przez 7 lat pracowałam w firmie Francuskiej i i super się tym odnajdywałam. Też pojawiła się taka tendencja, którą też później zaobserwowałam w swoim życiu zawodowe to to, żeby generalizować, w sensie jakby ogarniać jak najwięcej tematów związanych z daną dziedziną. Moja praca zawodowa taka już, która poszła na wyższe stanowiska to była właśnie praca związana z szukaniem informacji rynkowych o danym temacie. Później przełożyłam to na stworzenie portalu ekologicznego, który właśnie też miał być holistyczny, skupiać różne informacje związane z właśnie z życiem naturalnym, kreatywnym i zaczęłam poznawać takie właśnie mniej mainstreamowe tematy. Także sama pamiętasz ten mój etap właśnie z estorego, że już zamykałam to bo już prawie 9 lat bujałam się z tworzeniem portalu i tworzeniem różnych baz i nigdy gdzieś tam nie przekroczyłam tego progu zaryzykowania inwestycji, żeby stworzyć tam coś większego. 

– Monika: W takim razie powiedz nam trochę o tym jako ten skil hunter, było ci ciężko się sfokusować w jedną rzecz czy to raczej był taki głód poznawania świata, jak to było u ciebie z tą kanalizacją, skanalizowaniem się na na jedną rzecz?

– Aneta: Właśnie u mnie był to zawsze ten głód poznawania. A czego jeszcze mogłam się nauczyć, co jeszcze nowego mogłabym wiedzieć. Może to było gdzieś tam podszyte tym takim próbom ulepszania się. Natomiast kluczowe było to, że ja po prostu chciałam być gdzieś tam ciągle lepsza.

– Monika: Chciałaś być najlepszą wersją siebie. 

– Aneta: Może, wiesz w momencie kiedy nie podchodziłam do tego świadomie to było na zasadzie mamy budżet na szkolenie  na co byś chciała iść? “o super po prostu, no to biorę to, to i to, więc pouczę się czeskiego, rosyjskiego i jeszcze do tego umiejętności sprzedażowych i jeszcze przydałby mi się francuski prawniczy”, więc to było aż do przesady, natomiast nie miałam wtedy dzieci ani innych powiedzmy zajęć, które mam teraz.

– Monika: No właśnie, jak to jest teraz. Czy to wszystko o czym mówisz ukształtowało twoje życie z dziećmi, bo czasami, znaczy najczęściej jest tak, że jak się dzieci pojawiają to się tak wszystko obraca o 180 stopni i albo zaczynamy wariować na punkcie eko albo totalnie to odpuszczamy, bo nie mamy na to siły – w którą to stronę u ciebie poszło?

– Aneta:  Oj, no tak u mnie to rzeczywiście poszło w stronę eko świra. Bo wiązało się to z tym, że tuż przed zajściem w ciążę poznałam co to są kosmetyki naturalne i strasznie mnie pociągnął ten temat. Jak już weszłam w kosmetyki naturalne to okazało się, że dostałam też projekt o żywności naturalnej. Więc cały rynek wszystkich producentów, dystrybutorów, wszystkie targi  i każdy mi coś o tym opowiadał. Ja po prostu tym nasiąkłam, no byłam w siódmym niebie no bo tyle wiedzy i to jeszcze od praktyków i jeszcze na tych targach można dowiedzieć się tej wiedzy poza mainstreamowej, bo mówią z zaprzeczeniem- bo my nie dodajemy tego. No jeszcze 10 lat temu to nie było takie modne i to wszystko się dopiero zaczynało. Miałam porównanie z rynkiem niemieckim czy francuskim, gdzie to było już naturalne – u nas to była nisza. Wtedy właśnie kiedy zaszłam w ciążę zaczęłam bardzo mocno uważać na siebie, na to co jem, na to co wklepuje w siebie. Więc w momencie kiedy pojawił się mój pierwszy syn na świecie no to w ogóle było , pieluchy ekologiczne i wszystko eko.

– Monika: O boże, współczuję Twojemu mężowi, że pranie pieluch ekologicznych, czy to były jakieś inne pieluchy?

– Aneta: Tak, trzy miesiące wytrzymaliśmy. Ja podziwiam, naprawdę podziwiam ludzi, którzy idą w tym ekstrema. Poznałam wiele takich osób, i to jest cudowne – no samozaparcie piękne. Natomiast na kilkudziesięciu metrach bez balkonu w zimie z wiatrem pełnym pieluch – no już nie dałam rady. A jak już nawiązujesz do mojego męża to musiał się wykazywać bardzo często stoicką cierpliwością, łącznie z tym, że zaczęłam zrobić kompot domu, w mieszkaniu i używać bakashi i tutaj jakby nie za bardzo dbałam o to i spuszczałam, bo tam trzeba było spuszczać więc nam w pewnym momencie compost wybuchł na całą kuchnię.

– Monika: No taka prawdziwa pasjonatka, że tak powiem.

– Aneta: Tak. No teraz jest łagodniej, te pasje jednak poszły w stronę robienia domowych nalewek, ciast, więc jakby już mniej inwazyjnie odbywają się te naturalne eksperymenty.

– Monika: A to ciekawe, bo zapytam cię o to przy tej okazji, czy te rzeczy, które były takie mocne i tak jakby żyłaś zgodnie z tym prawie, że z tym co każą czyli tam nie było prawie w ogóle tych inwazyjnych rzeczy, właśnie środowiska  – czy wtedy żyło ci się lepiej?

– Aneta: Nauczyłam się przez te wszystkie lata poznawania bardzo radykalnych metod właśnie czy ekologicznych, czy medytacja czy głodówka, że ja jestem pośrodku, zawsze, dla mnie, na mnie radykalizm nie działa, bo czuję się z tym źle. Bo porównuje się wiecznie i kiedy nie jestem idealna w danej dziedzinie to znaczy, kiedy ekologia opierała się głównie na kupowaniu ekologicznych rzeczy i ciągłym po prostu uważaniu na tym co jemy i ciągłym załamywaniu się, że przecież my mamy dywany i ftalan wdychamy – no to było straszne, to było takie wieczne wyrzuty sumienia. I przez te wiele lat gdzie tam się ocierałam, gdzie tam wchodziłam w te metody czy tam sposoby życia i wiedziałam, że ja tego nie pociągnę to kiedy już wyszłam z tego porównywania się i też poznałam wielu ludzi którzy starają się żyć w pełni ale nie są frikami w danym momencie albo zafascynują się jakąś metodą na pewien czas, żeby zobaczyć jak to jest i wiedzą, że to nie jest dla nich, że to po prostu jakby jest za duże poświęcenie z uwagi na ich styl życia, na rodzinę. Stwierdziłam, że no to okej. Ja nie muszę być idealna i nie jestem w stanie być Eko matką stosującą nws 24 na dobę, bardzo kreatywną, wypielęgnowaną i wyedukowaną i zabierającą na co najmniej dwukrotną średniej krajowej. I mieszkającej w pięknym, posprzątanym domu, jedzącą tylko ekologiczne rzeczy –  bo tak się po prostu nie da.

– Monika: Dokładnie, dokładnie tak się nie da. Chyba cała tajemnica w tym, żeby nie ulegać temu radykalizmowi  i gdzieś tam pośrodku znaleźć tą swoją drogę spokoju. No bo też żyjemy w świecie, który nie jest ekologiczny i nawet powietrze, którym oddychamy nas truje. Chyba bardziej podejście do tego jest ważne, niż to wszystko co robimy, bo tak jak mówisz można zwariować. Kiedy ciebie słuchałam to aż sama byłam zmęczona tym co robiłaś, nie musiałam sobie tego wyobrażać ale czułam to zmęczenie, jak trzeba o to wszystko dbać i pamiętać o tym.

– Aneta: A wyobraź sobie jak były zmęczone osoby wokół mnie. Ja chłonęłam książkę za książką. Znaczy to jest coś czego się nigdy nie pozbędę i uważam to za bardzo dobry nałóg.. No może jednak za dużo tych książek informacyjno rozwojowych czytam.  Natomiast był taki etap ślepej wiary, takiej po prostu, jeżeli ja przeczytałam książkę o tym jak bardzo chemiczne jest życie, w sensie o tym ile jest naokoło nas chemii, już nie pamiętam tytułu ale w każdym razie no po prostu non stop rozmowy sprowadzały się do – wiesz jak to jest z noworyszami, nie? Takie zachłyśnięcie się danym tematem, po prostu już naprawdę ludzie mieli mnie dość serdecznie jak im opowiadałam o tym, że no trzeba jeść te naturalne rzeczy.

– Monika: Widzę, że ten temat też jest  dla ciebie dosyć taki mocny -nie? To jest coś co o czym myślisz jeszcze?

– Aneta:  Wiesz co, to już na pewno weszło w taki naturalny styl. W sensie wybieram naturalne rzeczy raczej aczkolwiek, jeżeli idę do większego sklepu – fakt, że spędzam dużo czasu na zakupach, czytam etykiety rozważając czy to jest okej- ale to wynika z tego, że że po prostu mi zależy na tym, no nie chcę się czuć z tym źle ale nie ma w tym już takiego poczucia mea culpa po prostu. Czasem jest tak, że rzeczywiście nie podejmę jakiejś decyzji bo nie ma akurat takiej rzeczy, która spełniałaby te kryteria. Wtedy uświadamiam swoje dzieci, że po prostu no no nie było tego co uznałam, że byłoby warte kupienia. 

– Monika: Okej dobra. Powiedz nam w takim razie jeszcze o tym co się stało w twoim życiu, że zaczęłaś zajmujmować się fotografią i filmem, bo to jest teraz twoja główna rzecz, którą rozwijasz i się zajmujesz a też łączysz to bardzo mocno z rozwojem osobistym –  co jest w ogóle według mnie ewenementem na skalę przyjemniej Polski. Bo z tego co wiem oczywiście, kiedyś robiłaś i fotografię produktową i jakieś filmy związane z reklamą a później się sfokusowałaś na filmy, które będą służyły rozwojowi ludzi, rzeczy i obszarów, które uważasz czy za dobre, wartościowe – jak to się stało, jak do tego doszłaś i dlaczego tak właśnie?

– Aneta: Właśnie to też było tak, że ja gdzieś tam od dziecka ciągle krążyłam wokół tego aparatu. W sensie to nigdy nie były jakieś tam mega profesjonalne rzeczy natomiast bardzo to lubiłam. Gdzieś tam sobie cykałam od takiego małego, pamiętam mały, żółty, plastikowy aparacik na filmik, którym nagle można było przełożyć ten świat, który widzę na coś namacalnego. Natomiast jak pojechałam na erasmusa do Francji na rok. Miałam dość dużo czasu. Z koleżanką włóczyłyśmy się gdzieś po pięknych parkach i tam zaczęłam robić zdjęcia makro. I właściwie to mnie bardzo przyciągnęło bo to było robienie zdjęć roślin. Zaraz potem zainwestowałam w lepszy  aparat a potem w jeszcze lepszy. Nawet pierwszą swoją pensję dyrektorską wydałam obiektyw do makro –  było warto, bo ja praktycznie non stop w tym chodziłam z tym aparatem i robiłam zdjęcia roślinom. Zdjęć, po prostu dysków zapełnionych było pełno i to było dla mnie takim niesamowitym, taką medytacją w sensie, że ja szłam sobie i uchwycenie tego światła i zmieniających się kolorów zieleni – zwłaszcza rano bardzo lubiłam albo tuż przed zachodem słońca. Natomiast, no w pewnym momencie ja już się sfrustrowałam no bo te tysiące zdjęć, wiesz no makro ludzi, którzy robią jest tysiące. W pewnym momencie, właśnie po tym jak urodził się mój pierwszy syn, a później podjęłam decyzję o tym, że chcę robić coś co jest spójne ze mną, nie chce już pracować w takim biznesowo garsonkowo świecie. I wtedy zaczęłam szukać, a wtedy  dopiero się zaczął rozwój taki że po “wooo”. I tyle ile metod w tym czasie wypróbowałam to było jakieś zatrzęsienie, po prostu metodę na metodę metodą goniła. Ja już nie wiem co mi wtedy pomogło ale to było takie parcie właśnie do tego, żeby coś znaleźć. Dość długo się bujałam z tym, żeby jednak znaleźć coś takiego co rzeczywiście mnie wciągnie. No i tym się okazał film. Film stał się dla mnie takim objawieniem na zasadzie “Wow to można tak mocno, emocjonalnie coś pokazać”. I zaczęło się po prostu od tego, że zaczęłam kręcić własne dzieci. Wtedy jeszcze kupiliśmy aparat (taki już teraz każda komórka będzie miała), wtedy tak nie było. To jest naprawdę 8 lat ale różnica ogromna w stosunku do jakości jaką teraz dają telefony. Natomiast wtedy musiałam się dość dużo podciągnąć, w tym co robię. Wiadomo dużą przyjemność mi to sprawiało, no bo wiadomo małe dzieci są słodkie, więc można fajne filmy robić. Przerodziło się to w taką tradycje jakby moją, że co roku robię dzieciakom film na urodziny i oczywiście to są takie filmy, których nie pokazałabym publicznie bo oni chcą jak najwięcej efektów specjalnych, więc to jest takie bardzo osobiste. Natomiast no mają coś takiego wyjątkowego, mamę, która im robi po prostu filmy, które gdzieś tam zostaną tą pamiątką. Nie no musiałam znaleźć sobie sposób na to, żeby to przekuć na  sposób na życie, na zarabianie, bo szkoda mi było tych wszystkich lat edukacji i biznesowej i tych umiejętności. Zresztą w pewnym momencie patrząc jaki to jest ogrom umiejętności, zresztą dla kobiety, która pracuje, która ma dzieci, która ma miliard pomysłów na godzinę i milion zainteresowań to sfokusowanie się na tym, żeby nauczyć się dobrze robienie tych filmów, bo mi oczywiście nie wystarczyło robienie takich jakieś słabszych jakościowo rzeczy, tylko no wiadomo, żeby podciągnąć ten poziom do tego, żeby to wyglądało jakoś i miało użytek. Właśnie w tym roku skończyłam Szkołę Filmową i też uświadomiłam sobie, że moja ambicja do tego, żeby nakręcić film dokumentalny ona będzie cały czas, to się będzie gdzieś tam mielić. Natomiast zobaczyłam w praktyce jak to wygląda i patrząc na ilość czasu, którą muszę poświęcić, ja go po prostu nie chciałam zabrać moim dzieciom. Odłożyłam sobie to gdzieś tam na dalsze plany naszej fundacji.  Zresztą, żeby tą serię o życiu w pełni, o ludziach, którzy po prostu jakby osiągnęli taki poziom w życiu, który sprawia, że czują się zadowoleni. Na razie realizuje z tobą właśnie w formie podcastów i to i sprawia mi to ogromną frajdę. Natomiast w momencie kiedy przyjdzie na to czas, kiedy już te dzieci nie będą wymagały tyle czasu i nie będą mnie już na tyle potrzebowały no to wtedy myślę, że wróci ten temat takiego ambitniejszego dokumentu. W tym momencie zresztą trafiłam do szkoły “Latającej Szkoły” Agaty Dutkowskiej, gdzie poznałam masę ludzi, którzy mają takie same dylematy jak ja, po prostu robienia miliarda rzeczy na raz  i chęci robienia rzeczy takich płynących gdzieś tam ze środka a jednocześnie też spełniania się z rodziną w tym takim domowymi środowisku. Także bardzo bardzo gdzieś tam kawałek po kawałeczku takie łamanie trochę schematów na zasadzie “filmowiec to jest facet umięśniony, facet, który dźwiga ciężką kamerę i po prostu robi filmy z wesela” jakby to już nie jest prawdą-tak? Jakby teraz już abstrahując od tego, że wesela kręci się na małych lustrzaneczkach, kilku gości po prostu śmiga, takie filmy, że aż by się chciało po prostu jakby całą historię życia  potrafią opowiedzieć tym. Ja to podziwiam, natomiast odnalazłam swoje miejsce, ja się ogromnie spełniam w tym, że w momencie kiedy nagrywam z kimś to ja jestem w stanie wykorzystać wszystkie swoje lata własnej pracy nad sobą, takiego zrozumienia człowieka i jednocześnie zrozumienia jak ten przekaz będzie działał. I to nie są rzeczy, które gdzieś tam poszłam sobie na kurs i jak ten przekaz będzie działał, bo już jakby nie liczę tego ile rzeczy gdzieś tam się nasłuchałam i tych marketingowych rzeczy wszystkich naczytałam i próbowałam. Natomiast  w momencie kiedy jestem 1:1 i filmuje ten warsztat i później montuje film na przykład z tego to to wszystko się samo dzieje. Wiadomo, że za tym idą lata jakieś tam ciągłego zdobywania wiedzy. Natomiast ja zawsze z podziwem patrzę no bo nawet ty do mnie mówisz czy klientki “tobie to to tak jakoś ta historia płynie”. No to się tak po prostu zaczęło samo dziać i już nawet się nie opieram temu, już nawet nie myślałam a może by coś innego? Tylko jestem w tym temacie i dobra, już jak mi to naprawdę sprawia frajdę już tyle czasu poświęciłam na nauczenie się tego wszystkiego to ja bym może już tak została w tym na razie a nie wymyślała kolejną rzecz.

– Monika:  Okej, świetnie się tego słucha . Powiedz mi, jak myśle sobie o tym, że mógłby powstać film o mnie to chciałabym, żebyś ty go nakręciła. Kiedy mówisz o tym jak do tego podchodzisz, ile to to jest dla ciebie pasją, no to chce się z tobą współpracować. Ja sobie wyobrażam osobę, która miałaby coś dla mnie takiego zrobić – no to właśnie tak, kogoś kto to rozumie, kto też wchodzi w takie przestrzenie duchowe i nie razi go wyrażenie medytacja czy tam rozumie, Ty rozumiesz o tym kiedy mówi się, że czuję duszą, widzę oczami duszy i to jest bardzo fajne i myślę, że niewielu filmowców to ma i niewiele osób w ogóle tak głęboko wchodzi też w rozwój. Filmowcy chcą pokazywać, pokazywać, opierają się na tym obrazie a ty dodajesz tą jakość takiego uczucia też w tym wszystkim. Zresztą tego się dobrze słucha, ja też oglądam twoje filmy, one mnie zawsze fascynują, mają takie zupełnie  inne spojrzenie też na życie. Ale chciałabym Cię jeszcze zapytać o jedną rzecz, o to co Ty mnie zapytałaś – powiedz naszym słuchaczom czy ty masz jakąś ulubioną metodę rozwojową, którą stosujesz na co dzień, co jest dla ciebie ważne, albo co Ci pomaga?

– Aneta: U mnie to są rzeczy takie związane z rutyną, których nie zauważam już na ten moment, natomiast na pewno ja lubię sobie zacząć dzień od ćwiczeń takich rozciągających, jogowy, wypijam, kilka szklanek albo wody z cytryną albo ziół swoich zebranych. To są takie drobne rzeczy od których zaczynam dzień. To są wszystko rzeczy, które nie są i technikami tylko to są po prostu rzeczy które wypracowałam sobie na zasadzie zrozumienia, że to jest dla mnie dobre, to że potrzebuję ruchu i motywuje moje dzieci  rano, jak tylko jest słońce żeby jechać  na rowerach albo przynajmniej nie pada, bo czuję wtedy po prostu ten poranek, tą magię właśnie ruchu, bycia w tej naturze, a nie jechania samochodem, to że może mogę sobie po tworzyć swoje rzeczy, typu właśnie te filmy dla dzieci, czy z nimi coś zrobić jakąś łapiemy zajawkę i kręcimy jakieś śmieszne filmiki o kotach, czy w Minecrafcie. Czy to że w pewnym momencie stwierdzam: “dobra dzisiaj sobie oglądnę dokument”, także idę po prostu za tym flow w sensie takiego nie mocowania się ze sobą, że ja mam sam se robić, bo jak będę to robić, to wtedy będę mieć rezultaty, bo  powinno się pracować po 16 godzin dziennie jak się rozpoczyna biznes. No okej nie no jakby na szczęście jestem w takim momencie w życiu, że mogę równoważyć to po prostu, w sensie, że okej mam parcie na to, żeby mieć regularną pracę, ale nie na tyle, żeby to robić kosztem dzieci i własnego spokoju mentalnego. Bardzo lubię oddech i to są takie Quick Fixy czyli szybka metoda na to nie dlatego, że nie mam czasu tylko po prostu dłużej mi się nie chce. Wiem, że 5 świadomych takich głębokich oddechów w takim skupieniu, w tym co jest naokoło, w sensie poczucie wilgoci na zewnątrz czy zapachu na przykład tak jak mamy teraz jesień, liści, gdzieś tam jakieś szmerów zwłaszcza wieczorem, jak sobie siadam na zewnątrz i to wszystko są takie moje momenty, które po prostu pomagają w tym żeby się połączyć z rzeczywistością.

– Monika: Możesz powiedzieć, że to jest twoje życie w pełni?

– Aneta: Myślę, że tak są takie momenty kiedy ja po prostu cały czas dziękuję za wszystko co mi się przytrafia i to nie jest takie wymuszone. I zauważyłam, że od pewnego momentu że nawet jak mi się jakieś dziwne rzeczy przytrafiają, w sensie jakieś tam stłuczki,  wypadek kota na przykład to co wszystko kończy się, że to nie jest,  aż takie strasznie tragiczne. I ja myślę sobie wtedy “dziękuję”. Po prostu nagle mi to samo przychodzi i to jest taka wdzięczność za to, że to życie mnie tak  oszczędza. Długo żyłam z takim przekonaniem, że ja mam lepiej od niektórych, że ja powinnam pomagać tym biednym dzieciom – jakby takie poczucie, że ja mam lepiej i powinnam już coś robić, a z drugiej strony zaczęłam zauważać właśnie, że samym tym co robię ja już robię dobrze – nie? Sama wiesz ile takich drobnych codziennych rzeczy robię dla swojej rodziny,  których ja sama nie doceniałam.a teraz zaczynam je po prostu doceniać, na zasadzie takiej, że to jest właśnie mój wkład w życie a jednocześnie ja to lubię. To jest taka ta esencja życia w pełni, że to życie nie będzie takie idealne i pachnące, ja nie będę tylko leżeć na kanapie, czytać książkę i medytować – bo są takie momenty.  Ale po prostu ja właśnie wtedy się czuję w pełni kiedy idę za tym flow, że kiedy mam ochotę działać to ja działam, po prostu upycham na dzień 10 rzeczy i czuję się wtedy usatysfakcjonowana. A są dni kiedy po prostu leniwie wypijam sobie kawę na tarasie i myślę o tym co ja mam zrobić dzisiaj i że to jest okey, w sensie bez napinania się, że ja coś powinnam z takim batem po prostu nade mną  wiszącym.

– Monika:  Tak ja uważam, że słowo “powinnam” trzeba wyrzucić do kosza. Nie lubię tego słowa, zawiera winę. “Idźmy za swoim flow”, dobre chyba na koniec tej rozmowy, takie podsumowanie, żeby płynąć z nurtem i tylko wybierać dla siebie dobre rzeczy. 

– Aneta: Bardzo się cieszę, że nagrałyśmy w końcu ten podcast, bo on jest też trochę podsumowaniem dla nas samych, tego co byśmy chciały powiedzieć o sobie i jednocześnie w pełni, po prostu bez żadnych obocznych tematów, przyziemnych, możemy sobie porozmawiać o tym co nas interesuje. 

– Monika: Dokładnie, mamy nadzieję że to też będzie podobało się wam,  że będziecie nam dawały, dawali Feedback, pisali do nas. Dla nas to jest bardzo ważne i też robimy to po to, żeby zobaczyć ile osób chce się rozwijać, chcę żyć w pełni, doświadczać takiej przyjemności z życia, nie zmagać się i nie nieść tego życia na ramionach, tylko płynąć z tym życiem, więc chcemy się otaczać wami, chcemy się otaczać waszymi dobrymi słowami i waszą uwagą.  To jest dla nas ważne, piszcie do nas, a może chcecie żebyśmy pogadały o czymś konkretnym, albo z kimś konkretnym bardzo chętnie to dla was zrobimy.

– Aneta: Dzięki wielkie, mam nadzieję, że w ogóle dotrwałyście bo podcast jest naprawdę długi. Jednak mamy nadzieję, że to pozwoliło wam też się trochę poznać nas bliżej, czyli Aneta Mlodzikova i Monika Tryboń. 

Zapraszamy was do wysłuchania kolejnego odcinka. Na początek poznacie terapeutkę pracy z ciałem – Adę Stolarczyk, która opowie o ścieżce jaką przechodziła –  z korporacji do warsztatów i sesji, na których uwalnia się emocje i poznaję siebie. Do usłyszenia.